[713]
Spontaniczna decyzja, na dobrze zaplanowany wyjazd. 9-tego kwietnia będę w Łodzi :D
Spontaniczna decyzja, na dobrze zaplanowany wyjazd. 9-tego kwietnia będę w Łodzi :D
Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze rogatek | osobiste
Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze rogatek | osobiste
Szaro za oknem i sennie, czasem przez chwilę słońce poświeci, ale oczywiście jak w pracy siedzę, więc co mi po tym. Spanie, praca, obiad, malowanie, WoW, serial, spanie, praca, obiad… i tak w kółko. Chociaż jakieś urozmaicenia. We wtorek kawa i lody z R., wczoraj spacer, towarzyszenie przy robieniu panoramki i piwo z M. Jeszcze teraz kogoś na wtorek do kina znaleźć. Na Alicję w 3D. Na Avatarze nie byłam i nie pójdę. Ale Alice nie odpuszczę. Tymbardziej, że Burtona, i z Deppem moim kochanym.
Za cholerę nie cieszy mnie najbliższy weekend. 4 ciasta do upieczenia. We własne urodziny robię za kierowcę rodzicom. Nawet nie ma opcji, żeby się ze znajomymi umówić. W przyszłym roku nie robię żadnych urodzin, dla nikogo. Spędzę sobie miło dzień, po swojemu. W końcu to moje święto, powinnam świętować, a nie kurna latać, piec, wozić.
Wprowadź swoje hasło, aby zobaczyć komentarze rogatek | osobiste
Pytania i zadania z testu. Możliwe, że ciąg dalszy nastąpi, bo jak na razie idzie bardzo dobrze.
Aż się boję kolejnych ; )
Weekend minął w szalonym tempie. Nawet nie wiem kiedy. Ale jednocześnie się działo sporo.
Włosy zrobione i u mnie i u Dott. Sushi. Ciacha kawowe. Pyszny obiad (i w sobotę i w niedzielę) w wykonaniu mamy Gabrysi – taki tradycyjny: ziemniaczki/kluchy, kapucha, devolaje i inne karczki, polane sosikiem. Śniadanie w niedzielny poranek też wypasione. Poza tym polsko-czeski clubbing, z czeskim knedlem z gulaszem z dzikiej świni podobno :D Knedel puszysty, świeżutki, dużo sosu, pycha. Poważne rozmowy o służbie zdrowia i mniej poważne o gorącej czekoladzie z klocka. Skoki Małysza z czeskim komentarzem. W niedzielny poranek czeski film familijny (taaa, teraz w Pradze będziemy Golemów szukać :D) Maharal – tajemnica talizmanu. A po obiedzie cukiernia (31 zł za 3 czekolady i 4 desery!!!) i spacer po Cieszynie za dnia (nocą zupełnie inaczej wyglądał :D). I czary i próba nauki origami :D
I w ogóle.

dekoloryzacja pasemek i suszenie w suszarko-hełmie

Guess who?

kręcimy loki

Loki Loki Loki :D

finalny rogaś, o 7 rano w poniedziałek
Nie wiem czy dam radę coś składnie napisać. Boli mnie ząb, i dziąsło, i się zastanawiam, czy jak mi wyrywała ósemkę, to nie zrobiła mi czegoś, bo mnie siódemka obok boli. Umrę tu do 15.30.
Poza tym spać mi się chcę. Poszłam wczoraj wcześniej spać. Ha ha. 30min wcześniej, ale obejrzałam odcinek Różowych, więc wyszło na to samo.
Siedzę w robocie, i powstrzymuję się od śmiechu. W sumie wystarczyło by szałta i gmail’a wyłączyć.
Nowoczesna gospodyni ubija pianę z białek wibratorem.
No i jak się nie śmiać. No jak?
Za 115 Włochy. A mnie się już Barcelona marzy. Za rok. Nie ma bata. Zimą Brugia, latem Barcelona.
Mam zamiar spróbować swoich sił w agencji reklamowej. Ha ha. Zobaczymy co z tego wyjdzie ;) na razie czekam na testowe zlecenia :)
Poza tym. Hmmm. Wzięłam się za tryptyk, bo w sumie na jutro chcę mieć pierwszą część :D A na poniedziałek pozostałe dwie. Więc dziś ciastka, malowanie wieczorem.
A jutro Těšín
Rogatek. hie hie hie. Wzięli mnie dziś na wycieczkę, bossa eventowego zrobić. “To ja sobie z tyłu postoję i z kuszy postrzelam trochę…”