Czerwiec 2007

National SeaLife Center, Birmingham

Na razie dwa made by Seba. Jakieś moje foty to może pojutrze, bo dziś oddałam do wołania :D (wybaczcie jakość, bez statywu, kiepskie światło, duże iso)

01.jpg

To coś miało ponad metr długości/wysokości.

02.jpg

A żółw miał z 1,5m. A pod nim podróżował sobie mały rekinek

Nowa praca, nowe perspektywy

ToTo przed wyjazdem, jako ciocia dobra rada, polecił „Poszukaj sobie pracy”. Szukać nie musiałam. Sama mnie znalazła. Pracuję dla QH. Za 6.35 za godzinę (całkiem spoko, jak an zwykłego pracownika fizycznego). Stanowisko nazywa się order picking – czyli dziecię dostaję listę z częściami (najczęście są to klocki hamulcowe, tarcze, układy kierownicze, lub zestawy do naprawy tegoż, filtry powietrza, wachacze, i inne takie). Lokacje są podane, trzeba pozbierać takie zamówienie, a następnie popakować, poobklejać etykietami, wrzucić na taśmę i brać się za następne. Pracuję 8h. W tym 2 razy po 10min i jedna 30min przerwa. Ogólnie nie jest ciężko. Nawet miło. Tyle, że godziny pracy zabijają – od 14 do 18, czyli z domu wymarsz 12.45 (pod agencje trza dreptać), a z powrotem tak jakoś 22.30 jestem. Czyli z ToTo będę się widzieć tyle co w łóżku (bo on od 6.00 to 14.30 robi). No, ale przynajmniej będzie miał dużo czasu dla siebie, i nie będę mu marudzić, że znowu przy kompie siedzi :P

« Prev