Czerwiec 2008

Dzień pierwszy…

praktyk.

7.20 – rogaś zjawił się w biurze

7.30 – dostałam swoje biurko i komputer z niedziałającym AutoCADem :P

8.00 – narada

8.40 – Krzysiu powiedział, że za godzinę mi zrobi CADa, no to wzięłam się za czytanie Architektur

10.00 – zaczęłam łazić po necie

11:30 – Wojtek poprosił mnie o pomoc w bindowaniu i składaniu projektów

13.50 – powrót do łażenia po necie

15.00 – out

Mam nadzieję, że jutro już będę miała jak pracować, bo cholery można dostać jak się nic nie robi

Rysie

 Uwielbiam.

funny-pictures-big-spooning-cats.jpg

Koniec sesji na czerwiec. Od poniedziałku na praktyki. Ugh. Będzie trzeba jakoś przetrwać te 2 tygodnie. Potem tydzień wolnego i UK.

Sierściucha chcę.

Jednorożca daj mi luby

Oj dawno mi się już takie głupoty nie śniły.

- Tutaj będziesz bezpieczna. Przynajmniej na jakiś czas. Na dom są rzucone zaklęcia ochronne, więc nie powinni Cię łatwo zlokalizować. – Zapewnił mnie jeden z moich towarzyszy, gdy znaleźliśmy się w wyłożonym drewnianą boazerią salonie, w starym domu, który mimo, iż znajdował się w centrum miasta, otoczony był ogromnym starym ogrodem, którego zieleń skutecznie zasłaniała dom od ulicy i sąsiadów.
Zamknęliśmy drzwi prowadzące do sąsiednich pokoi, aby zniwelować przeciągi i tak w wychłodzonym pomieszczeniu. T. zerkał do ogrodu, przez szparę w zamkniętych okiennicach, K. przeglądał stare tomiska stojące pod warstwą kurzu na półkach ciągnących się wzdłuż całej ściany. Ja natomiast ulokowałam się w starym olbrzymim fotelu, podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam je rękami.
- Zimno Ci? – spytał P. Przytaknęłam. Wziął pled z sąsiedniej kanapy i otulił mnie nim.
- Co to za dom? – zapytałam chłopaków.
- Należy do jednych z naszych. Otrzymał go w spadku, po jakiejś dalekiej ciotce. W ogóle nie związanej z Organizacją – odpowiedział T. siedzący na parapecie. – Przez pewien czas chcieliśmy zrobić z niego Kwaterę Główną, lecz dom na uboczu, w górach okazał się lepszym rozwiązaniem. przynajmniej do niedawna. O tym domu nie powinni wiedzieć. Nigdy nie organizowaliśmy tu spotkania, pierwszy raz jest w tym domu więcej niż dwoje osób z organizacji. Ale nie będziemy tu długo. Czekam na resztę i wyruszamy w dalszą drogę. Więc jak chcesz to się prześpij, przed nami długa droga.

Ze snu wyrwał mnie głośny trzask. Rozejrzałam się po pokoju. Cała trójka stała przy oknie rozmawiając zniżonym głosem.
- Co się dzieję?
- Musimy uciekać. Oni szybciej tu dotarli niż nasi. Za minutę nie może ns tu być. Uciekamy podziemnym tunelem. Wychodzi koło jeziora w dolinie, a dalej przez las. – zakomunikował T.  Po czym dodał szeptem do siebie – Mam tylko nadzieję, że tunel dalej jest dalej w dobrym stanie.

Zeszliśmy do piwnicy. Następnie starymi granitowymi stopniami jeszcze kilka metrów w dół, aż ukazało się przed nami wejście do tunelu. T. Zapalił zapałkę. Płomień tańczył delikatnie.
- Dobrze jest, możemy iść, zapalcie latarkę i świećcie sobie pod nogi, dawno nikt tędy nie chodził. Przed nami 2km odcinek do przejścia. 

Byłam szczęśliwa, gdy w końcu dane nam było zobaczyć srebrne gwiazdy odbijające  się w tafli jeziora. Skierowaliśmy się do lasu i kontynuowaliśmy marsz praktycznie do świtu. O wschodzie słońca dotarliśmy do  starej zagrody, gdzie po wielkich wybiegach odbywały swój poranny spacer tygrysy, lwy i antylopy. Po środku stała wielki drewniany szałas. Tu postanowiliśmy poczekać na posiłki. Na szybko przygotowaliśmy śniadanie z zapasów zgromadzonych w szałasie. Chłopaki ustalili między sobą kolejność wart, P. zadeklarował się, że popilnuje jako pierwszy, więc ja z T. i K. położyliśmy się spać. Obudziły mnie głosy. Otworzyłam oczy, w szałasie zrobiło się tłoczno. W końcu dotarli do nas A., O. i S.. P. spał ciągle obok mnie, więc wstałam, starając się go nie obudzić. Przywitałam się ze wszystkimi, po czym skierowałam się do wyjścia.
- Gdzie idziesz? – zapytał T.
- Muszę, pójdę tylko za to duże drzewo, o tam – wskazałam okazały dąb rosnący na nie ogrodzonym terenie, jakieś 30m od szałasu.
T. wyjrzał przed szałas, rozejrzał się po okolicy, po prawej wzdłuż ogrodzenia przechadzały się dwa tygrysy mierząc nas wzrokiem.
- Dobra, jak nie wrócisz do 3min, to idziemy po Ciebie.
Poszłam w stronę dębu. Tygrysy odprowadzały mnie cały czas wzdłuż ogrodzenia. Kucnęłam za dębem, aby się wysikać. Patrzyłam na ogrodzenie, ciągnące się w nieskończoność. Nagle zauważyłam sporą dziurę w ogrodzeniu. I zmierzające ku niej Tygrysy. Wstałam, podciągnęłam spodnie i stałam jak zamurowana. Tygrysy, jeden po drugim przeskoczyły przez dziurę w ogrodzeniu, i najpierw spokojnie, a później coraz szybszym krokiem zaczęły zmierzać w moim kierunku. Nie wiedziałam czy uciekać, czy wejść na drzewo. Stałam w miejscu. Nagle z lasu wybiegł rudawy jednorożec. Przebiegł przed tygrysami, tak że zmieniły kierunek marszu, jednak ciągle łypały na mnie swoimi lśniącymi oczami. Później jednorożec podbiegł do mnie, i pochylił się, abym mogła łatwiej na niego wsiąść. Zabrał mnie szybko do szałasu, gdzie chłopaki byli gotowi do drogi. Zsiadłam z jednorożca, a on natychmiast znowu pobiegł odganiać tygrysy. Wsiedliśmy do jeepa, którym przyjechali A., O. i S. i ruszyliśmy w dalszą drogę.

Next »