Sierpień 2008

Duchy

Prawda jest taka, że zawsze wstaje S. zrobić śniadanie, kawę i kanapki do pracy. Potem najczęściej idę się jeszcze zdrzemnąć, a przynajmniej poleżeć, szczególnie, kiedy to jest sobota, i S. idzie na 6 do pracy.

Rzadko zasypiam głębokim snem… w sumie sama się od tego powstrzymuję, bo wiem, że jak zasnę na dobre, to przed 12 nie wstanę. A podobno szkoda życia na spanie ;) Czasem mi się coś śni bardziej miłego, lub mniej.

O na przykład że dostałam Peugeot 407 elixir

Nu ale dziś było mniej przyjemnie i bardziej realistycznie.

Leżę sobie w łóżku, za oknem powoli jaśnieje, ale ja zapadam z powrotem w sen. Oczy mam lekko otwarte, ale rzęsy i tak zasłaniają większość widoku. W pokoju panuje półmrok. Słyszę kroki. Jakby ktoś przechadzał się po pokoju, tam i z powrotem, od drzwi do okna, od okna do drzwi. Otwieram oczy. Nie umiem podnieść głowy, jakby ważyła tonę. Odwracam więc tylko na bok, ale nikogo nie ma w pokoju. Uspokajam się. Powoli znowu odpływam w krainę snu. 
Nagle znowu czuję jakiś ruch w pokoju, skrzypienie łóżka, przez półotwarte oczy widzę jakiś cień. Jakby ręka, ubrana w czarny polar (taki jaki ma S.) zbliżająca się do mojej twarzy. Otwieram gwałtownie oczy. W pokoju pusto. Uspokajam walące serce. To nic. Tylko mi się coś przyśniło.
Odpływam ponownie. Słyszę głos mojego brata (!). „A teraz Ci coś pokażę!”. Znów półotwarte oczy. Widzę klocek drewna, trzymany przez kogoś, stojącego za wezgłowiem łóżka. Klocek gwałtownie przybliża się i oddala od mojej twarzy. Zawsze zawracając jakieś 5cm od moich oczu.”A teraz się przyjrzyj uważnie”. Klocek pędzi w moją stronę nie mając zamiaru się zatrzymać wcześniej niż na mojej twarzy.W ostatniej chwili otworzyłam szeroko oczy. Nikogo nie było w pokoju.

Usiadłam na łóżku i doszłam do wniosku, że koniec spania na dziś…

Spacer

Jestem tu już 3 tygodnie. I od 3 tygodni wybieramy się z Sebą na spacer. Zobaczyć Coombe Abbey, nad jeziorem Coombe Pool. Ale taki długi to tylko w weekend. Ale co niedziele pada. Krótszy spacer w tygodniu, albo pada, albo ja mam okres, albo on akurat w ten dzień ćwiczy (czyli co drugi dzień), albo trzeba do ASDY na zakupy na cały tydzień. Nie liczę dwóch „spacerów” do Darka i z powrotem (hah, prawie 4km za każdym razem) i wypadu do miasta. No ale w sumie po Ikei można się nachodzić…

Wczoraj jak Seba wrócił z roboty, stwierdził, że idzie biegać. Miał biegać regualrnie, ale odkąd przyjechałam, to nie był ani razu. Taaa… mea culpa. Empetrójka mu się rozładowała, więc stwierdził, że jednak najpierw zje. Nałożyłam mu, i chłopakom, po czym ubrałam buty, wziełam mojego walkmana (w sensie w850i), poszłam powiedzieć „no to pa” i odwróciłam się na pięcie. Myślał, że się obraziłam. Nie. Nie będę siedzieć w domu. Nie idzie ze mną, trudno. Nie obraziłam się. Tylko mi trochę przykro było.

Wróciłam do domu, po chwili S. wrócił z biegania. Z lodami. „Paaatrz, prezent Ci przyniosłem!” wszedł z uśmiechem i wręczył mi dwa pudła z lodami i ofiarował buziaka :] „A ja poszedłem Cię szukać po całym Cov!” Jak się okazało, ja poszłam na południe, a on pobiegł na północ.

To je mój spacer (4.5km)

walk1.jpg

Pokazałam S. mapmyride.com. I że to nie tylko na rower, ale bieganie też może, więc kolejną godzinę spędziliśmy na zaznaczaniu jego poprzednich biegań. Potem wanna, filma żadnego nie było, więc stanęło na kabarecie na tvp2. Nu i lody na kolacje :)

Hmmm.. już południe. Trza się ogarnąć, ogarnąć parter i wyjść z domu.

A i na koniec kot śmietnikowy. Niestety miałam tylko motorolkę v3 pod ręką, co odpowiada za jakość. Dał się pogłaskać, ale że nie miałam nic dobrego to potem uciekł ;P

12-08-08_1840.jpg

Biżu

Moje ostatnie zabawy ;)

r127.jpg

r128.jpg

r129.jpg

Więcej na www.3wiedzmy.rogatek.pl