Lipiec 2009

Outside

Zakochałam w tym kawałku. W tym wykonaniu. To tak pewnie będzie mnie trzymać przez kilka najbliższych dni.


Opustoszała okolica powoli zaczęła napełniać się przechodniami. Najpierw pojawiały się pojedyncze osoby, później już cale grupki. Większość z nich tylko skracała sobie drogę z pracy do domu, przecinając opuszczone zakłady chemiczne w (…), mieście rzuconym gdzieś na Ukrainie. Niegdyś tętniące życiem miasto, coraz bardziej przypominało zakłady znajdujące się w jego obrębie. Opuszczone, zaniedbane. Powolnie Matka Natura zabierała tereny, które zostały jej siłą odebrane.

Żelbetowy krajobraz urozmaicała zieleń, rosnąca w najmniej oczekiwanych miejscach – pęknięcia ścian, na dachach, kładkach. W szerokim żelbetowym korycie wiatr przerzucał zeschnięte liście z miejsca na miejsce. Dochodziłam do zakrętu, zauważyłam jednak, że dno koryta zaczyna się obniżać i jest wypełnione wodą. Wróciłam więc kawałek i weszłam po schodach wymodelowanych w żelbetowej skarpie. Teraz szłam rampą, wzdłuż krawędzi. Po lewej wznosiły się żelbetowe biurowce, w których znajdowała się niegdyś administracja i laboratoria. Zaś po drugiej stronie koryta – wielkie stalowe i żelbetowe konstrukcje. Futurystyczni architekci z początku ubiegłego wieku. Wielkie rurowe instalacje, rusztowania. Wymarzone miejsce dla fotografa.

Mimo, iż trzymałam aparat w ręce, wypatrywałam M. w tłumie. W końcu przyszedł. Przytulił mnie na przywitanie. Słońce powoli zachodziło, barwiąc okolicę na ciepły, miękki pomarańcz. Wziął mnie za rękę i powoli spacerowaliśmy. Podziwiając „widoki”. Zastanawiając się co gdzie było. Utrwalając na kliszy co ciekawsze widoki.

Doszliśmy do jeziora, którego woda była wykorzystywana jako element systemu chłodzącego. Teraz, gdy zakłady są zamknięte, ponownie zagościły ptaki, ryby roślinność. Kilka małych przystani, jachty pływające w świetle zachodzącego słońca.

Zatrzymaliśmy się w małym hotelu, tuż nad brzegiem. Widok z okna przedstawiał całe jezioro… Z płonącymi w ostatnich promieniach słońca zakładami.

Bielsko nocą

Z zeszłotygodniowego wypadu. By misz.

Pomagamy zwierzakom

Przypinka mi dziś przyszła. Z kociakiem. Skąd przypinka. A trafiłam na BubbleFactory i tam właśnie Aife pisze o akcji pomocy zwierzakom. Ja – kociara – chętnie pomogłam. Nie jest to majątek – 5zł, ale w sumie każda złotówka się liczy.

Pomóc możemy kupując kalendarze, pocztówki, przypinki czy zakładki.

Przypinka wygląda tak:

p

Zachęcam do pomagania :)

Next »