Postanowiłam nadrobić zaległości filmowe, tym bardziej, że ostatnio oprócz wspominanej już „Kompanii Braci” obejrzałam około 10 innych. Nawet nie pamiętam wszystkich tytułów, bo niektóre wykasowałam od razu ;)

band_of_brothers_freres_armes_fond_ecran_2_800x600

„Kompania Braci” – mini serial, 10 odcinków. Zrzyłam się z tymi twarzami przez te 11 godzin. Nie miałam czasu obejrzeć wszystkiego naraz, ale przez tydzień, oglądając 1-2 odcinki przed snem, miałam bardzo miłe wieczory. Tematyka drugiej wojny światowej zawsze mnie interesowała, tym bardziej, że w liceum „nie wyrobiliśmy się” z materiałem, i skończyło się na pierwszej wojnie światowe. Produkcja m.in.  Stephena Spielberga i Toma Hanksa opowiada o perypetiach Kompanii „E” – tzw. „Easy Company”. Rozpoczyna się szkoleniem, kolejno lądowanie w Normandii, przez operacje w Belgii po zdobycie „Orlego Gniazda” Hitlera. Bardzo dobre kreacje aktorskie. Film dla obojga płci, w sensie że jest to połączenie akcji z dramatem ludzkim. Bardzo, bardzo polecam.

Kolejne filmy o których chcę napisać kilka słów, są to ekranizacje powieści Jane Austen, oprócz Dumy i uprzedzenia, które widziałam już dawno temu.

„Emma” z 1996 roku, z Gynewth Paltrow w roli tytułowej bohaterki. Jak we wszystkich filmach – cudowna sceneria Anglii. Większe i mniejsze posiadłości, otoczone wielkimi parkami. „Emmę” czytałam jakiś czas temu, i jestem bardzo zadowolona z tej ekranizacji. Ze starszych ekranizacji „Rozważna i romantyczna”. Ten film mam”na świeżo”, gdyż obejrzałam go w piątek, a raczej już w sobotę, jak wróciliśmy z baru (ja, kierowca, nie zasnęłam zaraz po położeniu się do łóżka, a że łóżko zaczęło chrapać ;) to puściłam film na dobranoc, tyle że chrapanie i tak zagłuszało część dialogów). Jednak ponad dwie godziny, to za dużo na jeden film, można było spokojnie skrócić do 1.5 godziny. Długość filmu została wynagrodzona świetną grą moich ulubionych aktorów, Emmy Thompson i Alana Rickmana, za Hugh Grantem i Kate Winslet nigdy nie przepadałam, ale za to drugoplanowa rola immienika Granta – Hugh Laurie, znanego wszystkim jako Dr. House, wywołała uśmiech na mojej twarzy. Postać która gra, pasuje zachowanie do zachowania House’a. Chętnie bym obejrzała nowszą wersje, produkcji BBC, ale nie udało mi się jej ejszcze dorwać. W piątek obejrzałam „Mansfield Park” z 2007 roku. Ten film chyba jako ejdyny mnie znudził, jakoś tak wszystko było przewidywalne. Kolejny film to „Northanger Abbey” z 2007. Intrygi, kłamstwa, prawdziwe uczucie. I pokochałam głos JJ Feilda :) Ostatnim filmem, a zarazem powieścią są „Perswazje” również z 2007. Tę powieść również czytałam i miło z tym filmem odświeżyłam sobie losy rodziny Eliot.

Dziś rano natomiast do śniadnaia obejrzeliśmy „Goal 3″. Z wspomnianym już JJ Feildem w roli głównej. Trzech przyjaźniących się piłkarzy zostaje powołanych do reprezentacji narodowej Anglii na World Cup 2006. Sport, dramat, szczęście. Czego chcieć więcej do śniadania :) I ten głos…

Poza tym oglądaliśmy jeszcze „Fired up!”. Komedia. O nastolatkach, dwóch chłopaków jedzie na obóz cheerlederek. Za stara jestem na takie komedie ;)