Ostatnio udało mi się obejrzeć klika filmów (udało, bo ostatnio królują u mnie raczej seriale).

W niedzielę na dwójce trafiłam na „Convoy” . Amerykański film drogi. Jak ktoś widział „Vanishing Point” to niech Dodge’a Challengera zamieni na kolumnę wielkich amerykańskich ciężarówek. Zaczęłam szukać innych podobnych filmów i mam zamiar się z nimi zaznajomić. I poluję na soundtracka z „Convoy”. Na winylu :D

Zachciało mi się Arizony, pustyni i niekończącej się wstędze asfaltu. Pomysł na zdjęcia mi się zrobił, no ale :)

Poza tym „Dan in Real Life” – standardowy komedio-dramat romantyczny. Da się obejrzeć na dobranoc. Z takich o miłości to jeszcze „Ask the Dust” – niespełnione marzenia, a raczej tak ślepo podążamy za marzeniami, że nie zauważamy szczęścia, które mamy na wyciągnięcie ręki. O młodzieńczych marzeniach „Ladies in Lavender„, gdzie to w angielskiej produkcji Polaka gra Katalończyk. I mówi „po polskiemu” w filmie. Pozostając na Wyspach – „Vanity Fair” – kostiumowy, na 15min przed końcem doszłam do tego, że już to wcześniej widziałam, ale nie żałuję poświęconego czasu :)

Z kalsyków jeszcze „Delicatessen„. Którejś nocy puścili na TVP1, miałam już iść spać, ale powiedzieli, że warto obejrzeć. I nie ma co opowiadać, obejrzeć trzeba :]