Sierpień 2010
Monthly Archive
Monthly Archive
Zdecydowanie mogę stwierdzić, iż byłam na wakacjach. Takich prawdziwych. Kiedy to człowiek niczym się nie martwi, każda chwila jest warta zapamiętania. I mimo, że „nie ważne gdzie, ale z kim”, to miejsca które przez te 4 dni odwiedziłam, na długo pozostaną w mojej pamięci, a co więcej, mam zamiar je częściej odwiedzać. I nawet te 12h spędzone w pociągu w jedną stronę nie jest takie straszne (szkoda tylko, że jak wracałam, to w składzie nie było 1-szej klasy, można by przynajmniej od czasu do czasu nogi wyprostować).
Piątek minął w Kartuzach. N. odebrała mnie z Gdańska i zabrała do siebie. Pokazała całe miasto, mniejsze i wydaje się sympatyczniejsze niż moje. Może dlatego, że inne. Ale też położone nad czterema jeziorami, otoczone z każdej strony lasem. I huśtawki nad jeziorem, w promieniach letniego słońca. Gdyby nie fakt, że musiałyśmy wracać na obiad, to bym mogła tam siedzieć do wieczora. Po obiedzie kolejny spacer. Coś jest w spacerze torami. Tory zawsze dokądś doprowadzą ;) i potem las, i znowu jeziora.
A wieczorem N. mnie zabrała na koncert Czesław Śpiewa. Od roku prawie polowałam, na ich koncert. A tu, jak znalazł. I utwierdziłam się w fakcie, że muzyka na żywo, jest 100x lepsza od najlepszych studyjnych kawałków. I poskakać można. I podrzeć mordę można :)
Sobota – małe tour de Kaszuby. I N. jestz Ciebie dobry kierowca, tylko praktyki potrzebujesz :* sama to przerabiałam :D Byłyśmy w Szymbarku, widziałam najdłuższą deskę, byłam w domu „do góry fundamentem”, w drewnianym bunkrze, zagrodzie Kaszubskich osadników z Kanady oraz dokształciłam się nt. Sybiraków. A największą atrakcją była kotka z 5-6 kociątami (w końcu się nie doliczyłam). Potem do Chmielna, dwa kociaki się na piasku wygrzały, zahaczając o „zamek” w Łapalicach wróciłyśmy na obiad. A po obiedzie – koc i na pod drzewo. I spanie na świeżym powietrzu. I pieczenie ciasta drożdżowego, owocowo-miętowego z kruszonką. I wszystkim, którzy się załapali na kawałek, smakowało. I małosolne pasują do whisky. I do ciasta :F i nie, w ciąży nie jestem, tylko uwielbiam małosolne :D
Niedziela cała z Mamutem. Przed 8 odebrała mnie z Gdańska. Spacer dość szybki, nawet jak na mnie ;) Najpierw starówka i forty, rano, jeszcze bez tłumów, spokojnie, ale już było gorąco. Potem tramwajem do Brzeźna i plażą do Sopotu. Bursztyn dostałam, taki maciupeńki, ale znaleziony na brzegu morze. Uwielbiam iść po kostki/kolana w wodzie :) z centrum Sopotu, zostałam zabrana do mojej niespodzianki. Niespodzianką okazały się gokarty. Niby tylko 8min, ale wrażenia świetne. Szczególnie jadąc w krótkiej spódnicy i na boso :D (bo w japonkach nie można). Wiedział, że mi się spodoba :) na ogół ciężko mnie zaskoczyć, ale M. udało się to perfekcyjnie. Muszę obadać tor w Sosnowsi :)
Dalej poszliśmy z powrotem do centrum, zjeść coś, a potem do Gdańska Oliwy. Aczkolwiek przystanek przed wsiedliśmy w tramwaj i podjechaliśmy ten kawałek ;) W Gdańsku zaczęło padać. Na początku nikt się tym nie przejmował, ale w końcu zaczęło tak żabami rzucać, że na powierzchni kałuż robiły się wielki bańki.
Z Oliwy do centrum Gdańska tramwajem. I do Degustatorni. M. się śmiał ze mnie, bo Ukraińskie piwo pszeniczne mi smakowało lekko sfermentowaną czerwoną porzeczką. Ale dobre było :D Potem mnie ładnie odprowadził autobus, z małym przystankiem przy Wielkim Młynie. I M. nie poszedł na mecz Lechii, podobno drugi raz w życiu z własnego wyboru :)
W poniedziałek trochę dłużej pospałam, bo do 9. Potem szybko zebrałyśmy się do Gdynii. Co prawda szybko to zebrałyśmy się na autobus, bo dojazd do Gdańska a potem do Gdynii zajął nam ponad 3h :| Potem na chińszczyznę z plastikowych talerzy, ale dobłą. Potem obowiązkowo gofry na Skwerze. O 16 nastąpiła zmiana towarzystwa, N. odprowadziłam na SKM-kę,a odebrałam M. Wróciliśmy na wybrzeże, tylko zamiast na skwer, poszliśmy na falochron, przy wyjściu z portu. Już wiem co to fok i grot, i prawy i lewy hals :D i coś powinnam więcej, ale nie pamiętam :P Na koniec dopilnował, żebym dotarła na czas do pociągu i podjechał ze mną do Gdańska.
Potem już tylko 12h i byłam z powrotem na Śląsku. I szczerze, dziwnie mi tu.
Ale nie długo tam wrócę. Prędzej czy później, na dłużej w końcu :)
Nie mogę się doczekać :) już nie długo, dzień w pracy, dentysta, piwko z Ewe i Przemkiem i do pociągu. W piątek wieczorem Czesław Śpiewa, w sobotę czas organizuje N. W niedzielę M. A poniedziałek wyjdzie w praniu ;)
Ciepło znowu. Za ciepło.
3h na basenie od 12 do 15 :D buźkę mi spiekło. Bo resztę posmarował (olejkiem z filtrem „2″). Piłka na basenie jest dobrym pomysłem. Tradycyjnie dużo pływania za piłką :)
W ogóle zostałam zaatakowana z dwóch stron, przez Karola i Ewe jednocześnie, więc nie miałam wyjścia, jak spakować je do auta i pojechać :)
Pracy szukam, i szukam, i na razie średnio, ale, ale.
Za tydzień o tej porze będę w kochanym towarzystwie N. i to od 30h :D W czwartek wieczorem wsiadam w pociąg, po 10 jestem w Trójmieście. W poniedziałek o 18.34 pociąg z Gdyni, przed 6 w Pszczynie, na 7.30 do pracy :D Ciekawie będzie :)
Nie mogę się doczekać spotkania z N. I nie tylko :)
Ostatnio wstawanie o 6 rano mi się miło kojarzy. Chodzenie spać jeszcze bardziej. Ogólnie jakoś tak, miło :)