Październik 2010

[785]

Od przełomu lipca i sierpnia szukałam pracy. Kryteria – coś powiązane z architekturą, ale nie pracowania projektowa; Trójmiasto. Znaleźć cokolwiek było ciężko, aż w połowie września trafiłam na ogłoszenie, odpowiadające moim wymaganiom, a jednocześnie ja spełniałam wszystkie wymogi stawiane przez pracodawcę. Jak dla mnie – marzenie. Posłałam więc aplikację z wszystkimi wymaganymi dokumentami. I czekałam z niecierpliwością (hm… zwrotka dalej nie dotarła :D). Ale doczekałam się i zostałam zaproszona na rozmowę ( w tym celu pojechałam do Trójmiasta w ubiegłym tygodniu). Rozmowa przeprowadzona z kadrową, moim przyszłym możliwym przełożony oraz przyszłą możliwą współpracownicą. Głównie pytanie, czemu tak daleko od domu :) dopytanie się o staż, o same studia, o pracę w UK. Do końca tygodnia mieli dać znać. No to zadzwonili w piątek. Że z 9-ciu osób wybrali 3, w tym mnie. I poprosili o dosłanie portfolio, dyplomu oraz oceny ze stażu lub jakiś innych referencji. projekty posłałam, szef mi śliczną ocenę wystawił :) i zaprosili na jeszcze jedną rozmowę, która odbyła się w miniony wtorek. Głównie chodziło o ustną deklarację, że jestem gotowa do pracy od zaraz, że mam już mieszkanie itp. I czy zamierzam tu (w Trójmieście) się zatrzymać na dłużej – jak tylko będzie praca to się nie będę nigdzie ruszać (no chyba, że na urlop :P). Trochę poopowiadał o pracy „komórki” i że w najbliższym czasie z budynku UM przenoszą się do budynku PLO. I na koniec, że teraz wszystko zależy od szefa, ale będą rekomendować mnie. I że budzę zaufanie :) (miałam ochotę parsknąć śmiechem, bo mimo iż jestem osobą godną zaufania, to jakoś dziwnie mi się słucha takich opinii na mój temat). Wiadomości o rezultacie konkursu środa najpóźniej czwartek. Zadzwonili dwie godziny później, że mnie chcą.

Wtorkowy wieczór minął więc na świętowaniu. Paulaner, kolacja w macu, a potem siedzenie do 2 w nocy z współlokatorem N. i jego kolegą i granie w „zgadnij kim jestem (na 6 razy wygrałam 3 :D byłam kołem, Jezusem i falowcem :D). W środę trochę pospałyśmy, i powędrowałyśmy znowu do Gdyni, po papiery do wypełnienia. Potem N. na zajęcia, a ja do Gdańska, żeby się z M. zobaczyć.

Podróż do domu byłą interesująca (do Trójmiasta jechałam z wiolonczelistą), gdyż praktycznie cała noc przegadałam z policjantem, pracującym w kryminalistyce, lekarz z wykształcenia, zajmujący się oględzinami zwłok. Było ciekawie. Ale nie zazdroszczę takiej pracy, sam stwierdził, że gdziekolwiek się w mieście nie ruszy, to mu się miejsce z jakimś trupem kojarzy.

Jutro muszę parę spraw pozałatwiać jeszcze, potem się zacząć pakować, bo w sobotę rano M. przyjeżdża, a w ndz wycieczka życia – 600km cici zapakowanym pewnie po dach :D

[784]

Od niedzieli, miejsce zamieszkania – Gdańsk :)

[783]

Ostatni tydzień trochę zwariowany, kolejny zapowiada się jeszcze bardziej :) Ale pozytywnie zwariowany. W poniedziałek wieczorem do pociągu i 12.5 godzinna przejażdżka do Sopotu, skąd zgarnęła mnie N. Chwila odpoczynku i ruszyłyśmy na zakupy. Obiadowe. Obiad pysznym, zarówno jeśli chodzi o danie, jak i towarzystwo :) Spaghetti z krewetkami, suszonymi pomidorami i szpinakiem, doprawione pieprzem kolorowym i czosnkiem, no i parmezan na to.
Po obiedzie spacer – kawałek plaży, molo, wiało mocno, więc szybko uciekłyśmy na kawę, do Józefa K. I wielki kawał szarlotki z chrupiącym soczystym jabłkiem. Leżałyśmy na kanapach, rozmawiając, spokojnie, na luzie. Mam nadzieję, ze będzie tak częściej.
N. uciekła na jogę, wtedy M. dotrzymał mi towarzystwa. Ja byłam chyba mało rozmowana, bo wymęczona po podróży, ale stanowczo wolałam to, niż odsypianie :)

W środę rano miałam rozmowę, o czym będzie osobny post. Po rozmowie udałam się do Gdańska, zobaczyć mój przyszły możliwy pokój. Zostałam zaakceptowana od razu przez przyszłym możliwych współlokatorów, wręcz jestem pożądana przez nich, jako nowa współlokatorka :) Nawet znaleźli już w kuchni miejsce dla mojego robota :D

Jak tylko M. udało się wyrwać z pracy pojechaliśmy do centrum Gdańska. Na piwo porzeczkowe (czyt. obolon pszeniczny).

Potem znowu 12h w pociągu, ale szybko zleciało, siedziałam z jednym chłopakiem, mniej więcej w moim wieku, Marek z Sosnowsi ;) rozłożyliśmy się w przedziale, więc dało się trochę pospać, a i miło się rozmawiało w czasie niespania :) Przyznaję się, że na stacji Warszawa Centralna rozwaliliśmy się na maksa, i spaliśmy „twardo” żeby mieć spokój przed dalszą część podróży. (ale jakby ktoś wszedł i się spyta o miejsce, to bym zrobił :P)

Wczoraj w pracy chodziłam jak zombie :D a dziś uciekałam przed robotą. Zresztą przez większość dnia nie było przed czym uciekać.

We wtorek kolejny etap starania się o pracę, więc znowu w pn znowu jadę do Trójmiasta.

Proszę grzecznie o dalsze trzymanie kciuków :)

Next »