Listopad 2010

[791]

Dni lecą jeden za drugim. W Jastrzębiej nie padało, nawet momentami słońce wychodziło. Spacery po plaży, huk fal rozbijających się o brzeg, klify, mewy, to jest to co rogasie lubią najbardziej (no część z tych rzeczy co rogasie lubią najbardziej). Samo miasto opustoszałe, gdzieniegdzie plątający się ludzie. Pozabijane dechami stragany, pozamykane knajpy. Cisza i spokój :)

Wczoraj natomiast byliśmy odwiedzić siostrę M. (+ szwagra, 3-letniego Kostka i 4-tygodniową Gabrysię). Mała słodziutka, Kostek z początku nieśmiały, później się rozbrykał, i wygrywał bitwę na balony ;)

Jutro zakupy z N. i girl’s night ;)

Poza tym padam na pysk. Spać się chce, i słońca się chce.

[790]

Zaczynają się ciekawe rzeczy w pracy. Koncepcja nowych drzwi do przedszkola na Harcerskiej czy tablica informacyjna dla bunkru :) Po pracy mało czasu czy chęci an cokolwiek. Czasem coś ugotuję (dziś rolady, modra kapucha i śląskie kluski:D)

Ale wczoraj wybraliśmy się na Narracje. W Pszczynie brakowało mi czegoś takiego. Wydarzeń kulturalnych, plenerowych. Teraz trzeba zacząć korzystać.

Jutro byle żeby nie padało. Jastrzębie Góra czeka :)

[789]

Pierwszy tydzień pracy mam za sobą. Powoli poznaję procedury, budynek i oczywiście współpracowników. Szkolenie BHP zaliczone, po nowym roku czeka mnie kurs i egzamin, tzw. „Służba przygotowawcza”, którą przejść musi każdy urzędnik państwowy (nowo zatrudniany). To jest podstawa do przedłużenia umowy. Piszę już opinie i decyzje, zajmuję się papierkową robotą, poznaję miasto. Dużo się przyglądam, przysłuchuję, czytam. Szef się wydaje być zadowolony :)

Powoli mi się ustala tryb dnia. Pobudka między 5.30 a 6. 6.53 autobus, 7.45 w pracy. Nie mam problemu ze wstawaniem, nawet się bez budzika budzę, w weekend też, ale wtedy staram się dospać do 7-8 jeszcze. Kilka minut po 17 jestem w domku. Chyba że gdzieś jakieś zakupy po drodze, to trochę później. Dobija fakt, że jak wysiadam na osiedlu z autobusu, to jest już zupełnie ciemno. Do tego deszczowo ostatnio. Dobrze, że weekendy są :)

Wczoraj aktywny dzień (najpierw spacer i obiad z M., potem spacer i obiad z rodzicami, a wieczorem mecz, film i takie tam), dziś natomiast nicmisięniechce. Aczkolwiek wypucowałam łazienkę. I obiad na dziś i jutro zrobiłam. Więc źle nie jest. Teraz się mogę polenić ;)

Wracając jeszcze do tematu pracy, w pt byłam po 11 w terenie. Więc korzystając z okazji, drugie śniadanie zjadłam siedząc na bulwarze i gapiąc się na wodę zatoki :) I’m lovin’ it!

Next »