[755]
Wypadałoby coś napisać w końcu ;) Ale mam problemy z poskładaniem czegoś konkretnego. Zdjęcia będą dopiero w połowie lipca. Trochę czasu minie za nim wywołam i po skanuję filmy, poza tym muszę uzbierać prawie 200zł na tę przyjemność. Się nie prędko przekonam do cyfry ;) Co prawda wychodzi na to, że w tym roku poszło już kilkaset złotych, i pójdzie co najmniej drugie tyle, ale trzeba mieć jakieś hobby ;)
A co do samego wyjazdu ;)
Byłam w Forli’, Emilia-Romagna (dla nie kojarzących, na wschód od Toskanii, pomiędzy Wenecją a San Marino). Forli’, bo bilety za 150zł w obie strony były ;) Lotnisko mają małe, co się odbija na cenie, a okolica bardzo ciekawa, różnorodna, i w niewielkiej odległości od znanych miast (do godziny jazdy pociągiem – Bolonia, Rimini, Ravenna).
Pierwszy dzień zleciał na podróży, bo już o 7 rano wyjazd pociągiem do Wrocławia, potem na lotnisko. Widziałam Wenecję z samolotu, i jakoś dalej mnie tam nie ciągnie ;) Taksówką z lotniska do hotelu, zameldowaliśmy się, zostawiliśmy rzeczy i ruszyliśmy na spacer po mieście, w poszukiwaniu jedzenia. Ogólnie jeśli chodzi o żywienie się na mieście, to albo są bary/kafejki z przekąskami typu kanapki wszelkiej maści, słodkie brioszki, rogaliki, kawałki pizzy, albo już restauracje gdzie trzeba min. 10 euro zapłacić za obiad. Knajpek pomiędzy jest niewiele. Tak więc poza hotelowym śniadaniem (świeży sok z pomarańczy, płatki wszelakiej maści z chlebem, ciasta, rogaliki francuskie, bułeczki, dżemy, szynka, jajca i takie tam, ogólnie nie to co jadamy na śniadanie zazwyczaj), jedliśmy hendmejd kanapki, raz poszliśmy na pizzę (parmezan, biały sos i rukola mniaaam) i tortellini z szynką i śmietaną. [trasa]
Wtorek poświęciliśmy na głębsze poznanie Forli. Ogarnięcie stacji kolejowej, jakiś sklepów i ogólnie poznanie włoskiej urbanistyki ;) [trasa]
Kolejnego dnia pojechaliśmy do Ceseny, która słynie z największego targu w tej części kraju, jednak zdecydowanie główny plac podobał mi się bez tych wszystkich straganów pełnych ciuchów, butów, biżuterii i artykułów gospodarstwa domowego ;) Charakterystyczne dla miasta są dwa wzgórza, na jednym z nich znajduje się średniowieczny zamek, na drugim natomiast Opactwo i Kościół Św. Marii na Wzgórzu (Abbey of St Maria del Monte). Lubię chodzić po zamkach ;) oprowadzał nas młody Włoch, z średnią znajomością języka, wszystko było „ancient” i „particular” :D Ale dawał radę tym bardziej, że w większości i tak wiedziałam co chce powiedzieć, to mu czasem podpowiadałam ;) [trasa]
Czwartek spędziliśmy w Rimini. Jest to typowa plażowa miejscowość dla okolicy, masa leżaków, wydzielonych plaż. Pływania mało, bo stanowczo do tego mnie zniechęciły wielkie różowe meduzy. Co prawda nie parzyły, ale jednak ochyda. Uwielbiam spacery brzegiem morza. Potem przeszliśmy się po centrum – które tak jak w większości miast jest zabudowane średniowiecznymi kościołami, renesansowymi pałacami i kamienicami. Ciekawe jest to, że w Cesenie, jak w Ravennie również, poziom „chodników” w średniowieczu były średnio 2-3 metry niżej niż obecnie – w Cesenie są na placach i deptakach zrobione „odkrywki” pokazujące właśnie stare płyty czy fragmenty murów. Wieczorem wyszliśmy na spacer po Forli’, akurat trafiło nam się coś w rodzaju festynu, na ulicach grały zespoły, wszędzie przed knajpkami porozstawiane stoliki, masa ludzi. Zupełnie inaczej niż w pierwszy wieczór. [trasa]
Następny dzień został wykorzystany na mój „ambitny plan”. Przed wyjazdem wyszukałam, że ok 8km od centrum miasta jest stary kościół, obok którego kiedyś akwedukt przebiegał, wiecie, ceglany kościółek, z wolno stojącą dzwonnicą, schowany w krzaczorach i drzewach. Po dojściu na miejsce okazało się, że krzaczory wycięto, a w budynku kościoła zrobiono szkołę :D Ale spacer był fajny :) [trasa]
c.d.n.
2 comments rogatek | turystycznie
Jak miło, że żyjesz i wróciłaś :) Pofocim? ;)
Czekam na ciąg dalszy :*