Czerwiec 2011

[816]

Italii mi się chce.

I pożeglować.

I jeszcze czas na malowanie znaleźć.

A pozostaje mi przeglądanie pralek i innych lodówek na necie.

[815]

Miniony weekend był jednym wielkim grzechem obżarstwa. Zaczęło się w piątek, zapiekankami w łóżku o 23. Ach te okruszki w łóżku ;)

W sobotę zostaliśmy zaproszeni do Balesiów na obiad. Kurczak duszony z ryżem, prażoną cebulą, czosnkiem, świeżą miętą i kolendrą. Do popicia oczywiście jogurt. Jogurt pragnienia nie ugasił, więc udaliśmy się do Starej Brovarni. Trochę czasu od obiadu minęło, więc na kebaba jagnięco-cielęcego. Najedzona byłam po połówce małego, a chłopaki po dużym wciągnęli. I lemoniada. Oczywiście nie mogło zabraknąć deseru. „Lody przecież się rozpuszczą i znajdą sobie przecież gdzieś miejsce pomiędzy.” Dobrze, że lokale były w pewnej odległości od siebie, więc jedzenie przeplatane spacerami było.

Pół tygodnia minęło szybko, i znowu wolne. W międzyczasie robot się sam naprawił (szkoda że po 2 miesiącach…), a wczoraj korzystając z dnia wolnego przespacerowaliśmy się starym nasypem kolejowym, a jak już dochodził do funkcjonującej infrastruktury PKP – zeszliśmy z niego i poszliśmy na plażę. Ponad 10km się uzbierało. Pośladki bolą ;) Ale trzeba trenować przed urlopem w sierpniu. O pływaniu nie wspominając, które mam nadzieję nie zacznie się później niż w ciągu 2 tygodni :) A zaraz do pracy. Niektórzy nie mają długiego weekendu ;)

 

[814]

Upały zamieniły się w duszne dni, a w końcu ulewne, lecz niezbyt długie deszcze. Jak tylko zaczęło padać „Chodźmy na spacer!” „Zwariowana”.

Poza tym usłyszałam, że rozsądna jestem. No cóż, zdarza się ;)

Tydzień leniwie. Weekend w sumie też. Wczoraj byliśmy u znajomych, a dziś włóczyliśmy się po mieście. Turystów pełno, więc wybieraliśmy boczne uliczki. Jeszcze trochę, a w ogóle będziemy unikać Długiej czy Piwnej.

Tak ogólnie, to bym się chciała już pakować i wynieść na sąsiednie osiedle. Nawet się cieszę na generalne porządki, czy jakieś malowanie może ;)

Next »