osobiste

[832]

Święta, święta i już po ;)
Przez święta się nie odpoczywa za dużo, bo trzeba sprzątać, gotować i takie tam. Ale czas na jakiś spacer się zawsze znajdzie. I czasem można pospać trochę dłużej. Potem impreza sylwestrowa, na której można odpocząć, ale mimo wszystko po tym odpoczynku człowiek jest mega zmęczony :)

Pomyślności w Nowym Roku wszystkim życzę. A w międzyczasie, poznajcie Lucyfera.


Lucek nadzorował przygotowania


I sam przebieg imprezy ;)

[831]

choinka jest…

…pierniczki dzięki mojej Mamie też :)

[830]

Urlopy mają to do siebie, że zawsze są za krótkie. Nawet zostawienie sobie 1 dnia po powrocie z wyjazdu na ogarnięcie spraw domowych to mało, aczkolwiek jeśli się da zarezerwować chociaż jeden taki dzień to warto. Pranie, zakupy i inne takie same się nie zrobią. Aczkolwiek mieliśmy sprawę dodatkowo ułatwioną, bo na obiedzie wylądowaliśmy u rodziców M.
Ale co do samego wyjazdu. Ostatni tydzień spędziliśmy wraz z znajomym małżeństwem (jak to poważnie brzmi!) w Austri. Konkretnie Tyrol, Zillertal, Mayrnhofen. Wyjazd zorganizowany w konkrrtnym celu – jazda na nartach. Co też wszyscy potrafili, za wyjątkiem mnie. Pierwsze próby był to płacz, panika i nieustanne „boję się”. Zostało mi już tylko to ostatnie, ale podobno umiem jeździć, tylko teraz nad techniką trzeba popracować ;)
Ogólnie wbdolinie trwała cudna jesienio-wiosna. Do środy włącznie (czyli 4 dni z naszych 6 objętych skipassem) można było jeździeć jedynie na lodowcu. Taka trasa nr 17, niebieska, szeroka, ale miejscami tak stroma, że „zjazd”, a raczje ześlizg zajął mi 2.5h, czyli z 7 razy dłużej niż „normalnie”. Potem moi kompani stwierdzili, że jakoś się ześliznę czerwoną 8-ką i potem będę mogła śmigać na niebieskiej 9a. Wjechałam na górę, wiało, śnieżyło, widoczność na 5-7m. Wróciłam do kolejki, zjechałam stację niżej i poczekałam na resztę.
Pojeździłam dopiero (i niestety jedynie) w czwartek. Zamiast na Hintertux, wjechaliśmy na Ahorn. Jedna trasa czynna i mimo całodziennego śnieżenia (nie ma nic gorszego niż wyrżnąć w zasięgu armatki) na dole trawa wystawała. Ale za to dość szeroka, źe śmiało jeździłam połową szerkości, to poza trasą żadnych urwisk, tylko głęboki śnieg :) Pierwszy raz zjechałam na trzęsących się nogach, ale potem coraz odważniej, nie zrażając się lądowaniem na tyłku czy szorowaniem twarzą po stoku ;)
Niestety przy jednym z upadków wykręciłam sobie trochę kalano, więc w piątek zdecydowałam się nq czytanie książki przy grzanym winie.
Do domku zjeżdżaliśmy koło 14, obiad, karty oglądanie „Sondy” na TVP Polonia i inne rozrywki.
Przydałoby się wygrać w totka, żeby na wiosnę też się wybrać :)

Bzium :)

Byle do wyciągu ;)

Na wyciągu same przyjemności ;)

Więcej fotek

Next »