[831]

choinka jest…

…pierniczki dzięki mojej Mamie też :)
Urlopy mają to do siebie, że zawsze są za krótkie. Nawet zostawienie sobie 1 dnia po powrocie z wyjazdu na ogarnięcie spraw domowych to mało, aczkolwiek jeśli się da zarezerwować chociaż jeden taki dzień to warto. Pranie, zakupy i inne takie same się nie zrobią. Aczkolwiek mieliśmy sprawę dodatkowo ułatwioną, bo na obiedzie wylądowaliśmy u rodziców M.
Ale co do samego wyjazdu. Ostatni tydzień spędziliśmy wraz z znajomym małżeństwem (jak to poważnie brzmi!) w Austri. Konkretnie Tyrol, Zillertal, Mayrnhofen. Wyjazd zorganizowany w konkrrtnym celu – jazda na nartach. Co też wszyscy potrafili, za wyjątkiem mnie. Pierwsze próby był to płacz, panika i nieustanne „boję się”. Zostało mi już tylko to ostatnie, ale podobno umiem jeździć, tylko teraz nad techniką trzeba popracować ;)
Ogólnie wbdolinie trwała cudna jesienio-wiosna. Do środy włącznie (czyli 4 dni z naszych 6 objętych skipassem) można było jeździeć jedynie na lodowcu. Taka trasa nr 17, niebieska, szeroka, ale miejscami tak stroma, że „zjazd”, a raczje ześlizg zajął mi 2.5h, czyli z 7 razy dłużej niż „normalnie”. Potem moi kompani stwierdzili, że jakoś się ześliznę czerwoną 8-ką i potem będę mogła śmigać na niebieskiej 9a. Wjechałam na górę, wiało, śnieżyło, widoczność na 5-7m. Wróciłam do kolejki, zjechałam stację niżej i poczekałam na resztę.
Pojeździłam dopiero (i niestety jedynie) w czwartek. Zamiast na Hintertux, wjechaliśmy na Ahorn. Jedna trasa czynna i mimo całodziennego śnieżenia (nie ma nic gorszego niż wyrżnąć w zasięgu armatki) na dole trawa wystawała. Ale za to dość szeroka, źe śmiało jeździłam połową szerkości, to poza trasą żadnych urwisk, tylko głęboki śnieg :) Pierwszy raz zjechałam na trzęsących się nogach, ale potem coraz odważniej, nie zrażając się lądowaniem na tyłku czy szorowaniem twarzą po stoku ;)
Niestety przy jednym z upadków wykręciłam sobie trochę kalano, więc w piątek zdecydowałam się nq czytanie książki przy grzanym winie.
Do domku zjeżdżaliśmy koło 14, obiad, karty oglądanie „Sondy” na TVP Polonia i inne rozrywki.
Przydałoby się wygrać w totka, żeby na wiosnę też się wybrać :)
Bzium :)
Byle do wyciągu ;)
Na wyciągu same przyjemności ;)
Długi, a nawet wydłużony weekend, bo od czwartku do niedzieli, minął tak jak zeszłotygodniowy na gotowaniu, sprzątaniu i szukaniu skrzynek.
W czwartek, gdy panowie monteży demolowali okno i wstawiali nowe, ja znęcałam się nad dynią, w sobotę zrobiłam fasolkę po bretońsku, rozetki na słodko i pastę z wędzonej makreli.
W piątek poszliśmy na spacer. Wyszliśmy przed 11, wróciliśmy jak już było ciemno. Na cmentarzu francuskim, jak i na grodzisku, mimo żmudnych obliczeń kesza nie znaleźliśmy. Na dworcu, w związku pomnikiem ‘Kindertransport’ poszło znacznie lepiej. Dane zebrane, podpowiedź rozszyfrowana przy frytkach (i w cieple, bo ogólnie było zimno) w maku ;) i skrzyneczka znaleziona bez problemu. Potem spacer po Głównym Mieście i szukanie miejsc do trzech „Powrotów do przeszłości…”. Rozszyfrowanie niektórych lokalizacji było przy piwie w Brovarnii. Na koniec pomnik harcerzy na Targu Rakowym i do domku.
W sobotę sprzątanie, a niedzielne popołudnie spędzone na siódmym piętrze. Zapotrzebowanie na spotkania rodzinne z udziłem dzieci nasycone na najbliższy czas.