Dzień piąty
Śniadanie:
250ml kawy, z kawiarki (powinna być jeszcze tarta marchewa, ale ja surowej nie mogu)
Lunch:
befsztyk, 120g wołowiny siakiejś, na patelni grillowej, z tymiankiem i czosnkiem roztarty
sałata z cytryną i oliwą
brokuł, gotowany
Kolacja:
pstrąg, pieczony w folii, faszerowany pietruszką, cytryną, estragonem i rozmarynem
Głodna nie jestem. Ale mam wielką ochotę na chrupiącą bułeczkę albo kartofle :) Ale to tylko tak na smaka. Przede wszystkim brakuje mi urozmaicenia, nie mogę już patrzeć na sałatę :] a jeszcze 8 dni.
Idę wypchać pstrąga, żeby już zaczął przesiąkać ;)