Dzień piąty

Śniadanie:

250ml kawy, z kawiarki (powinna być jeszcze tarta marchewa, ale ja surowej nie mogu)

Lunch:

befsztyk, 120g wołowiny siakiejś, na patelni grillowej, z tymiankiem i czosnkiem roztarty

sałata z cytryną i oliwą

brokuł, gotowany

Kolacja:

pstrąg, pieczony w folii, faszerowany pietruszką, cytryną, estragonem i rozmarynem

Głodna nie jestem. Ale mam wielką ochotę na chrupiącą bułeczkę albo kartofle :) Ale to tylko tak na smaka. Przede wszystkim brakuje mi urozmaicenia, nie mogę już patrzeć na sałatę :] a jeszcze 8 dni.

Idę wypchać pstrąga, żeby już zaczął przesiąkać ;)

Dieta

Ciekawe jak długo tym razem wytrzymam ;)

Od piątku nie jem słodyczy. Poza tym jem mniej. Zamiast zwykłego pieczywa, konsumuję wafle ryżowe i mace. Zamiast dwudaniowego obiadu – zupa jarzynowa z dużą ilością jarzynek w środku. Pozwalam sobie na jedno małe monte dziennie ;)

Od dziś herbatki ziołowe i owocowe zamiast zwykłej, bo takowe bez cukru pijam. Kawa dziennie.

Od jutra nie łączę białek z węglowodanami, 4-5 posiłków dziennie. Postaram się relacjonować na bieżąco