[804]

Dziś się nie przyznaję, które urodziny skończyłam. Liczenie zatrzymałam na 25 ;) Co nie zmienia faktu, że usłyszałam dziś „babciu” :P Ale to tylko dla drażnienia. Cały tydzień, jak i weekend zleciały szybko. A z drugiej strony mam wrażenie, że poprzedni weekend był wieki temu.

Poniedziałek – kręgle z Piotrasami, we wtorek – odsypianie kręgli ;) Raz wygrałam – poczekałam, aż reszta się zmęczyła :D

W środę zakupy, wróciłam po 19, zjadłam i poszłam spać.

W czwartek najpierw bieganie po Wielkim Kacku (wieś tańczy i śpiewa w 250 tysięcznym mieście). A po pracy do kina. Na „Czarny czwartek”. Nie będę się rozpisywać nad sztuką filmowania. Bo się na tym nie znam. Co do akcji, to większości i tak wie jak to się kończy. Ale nie mniej – warto obejrzeć. Choćby, żeby się przekonać, że Polacy potrafią dobry film nakręcić. Przed kinem zdążyliśmy wejść do empiku. Przy wejściu była reklama książki „Triumf owiec” Leonnie Swann – ciąg dalszy uwielbianej przeze mnie „Sprawiedliwości owiec”, pokazałam tylko M. palcem i „znajdź mi to”. Więc znów, zamiast czytać o historii Europy, a tym bardziej o budowie jachtu mieczowego, czytam kryminał z punktu widzenia stada owiec.

W piątek szkolenie w pracy – z Kpa. Fascynujące normalnie… Ale jakoś przebrnęłam, tym bardziej, że wieczorem znowu kręgle, tym razem z N. i  Mazzem. Po kręglach wyżerka w Sphinxie. I zniesmaczona mina kelnera, jak się domagaliśmy naszych sosów. I to w sumie była moja impreza urodzinowa, reszta weekendu raczej na spokojnie, ale nie obyło się bez niespodzianek.

Sobota zdecydowanie leniwa. No prawie. Za wyjątkiem wysprzątania mieszkania, zrobienia 3 porcji prania, upieczenia ciasta, zrobienia cheesecake’a…

W niedzielę o 8.15 jedliśmy już śniadanie. Nie było jakiś wielkich planów, ale jakoś tak spać już nie mogliśmy ;) Wybraliśmy się do kina 5d. Oprócz oglądania animacji 3d doszło trzepanie fotelami, woda, dym, bańki mydlane, wiatr z różnych stron.  Niekoniecznie coś na co można chodzić regularnie, ale chociaż zobaczyć co i jak, śmiechu dużo :) Potem mieliśmy wrócić do mnie, ale M. dostał esa od Balesia, czy jedziemy z nimi gdzieś na wycieczkę. Esa przeczytał po 30-40min od momentu, kiedy został wysłany, nu ale przedzwonił, i okazało się, że jeszcze z Gdańska nie wyjechali „a Wy gdzie jesteście?” „No u Was pod domem” :D (bo przystanek jest po drugiej stronie ulicy). W ten oto sposób, w ten zimny, wietrzny dzień, wylądowaliśmy w Gniewie. Dawno w takiej zapadłej dziurze nie byłam… Nu i zamek nieczynny, bo sezon od 1 maja… W poszukiwaniu kawy wylądowaliśmy w Pelplinie. Się znalazła, ale jakaś cudna nie była, dużego wyboru zresztą nie mieliśmy. Przed następną wycieczką trzeba zrobić rozeznanie. Gdzie dają kawę, ew. gdzie jest jakiś lokalny browar ;) A i sprawdzić co i kiedy pootwierane, i kiedy są msze w katedrach, żeby znowu nie czekać w aucie pod kościołem, jedząc czipsy, aż się msza skończy, żeby zwiedzać można było.

[642]

No dobra. Dorwałam e-booka „Mastering the Art of French Cooking”. Jutro na pierwszy ogień idzie zupa pieczarkowa Potage Veloute aux Champignons i Supremes de Volaille a Brun (czyli po ludzku cycki w mące na maśle smażone). Do tego marchewka i pure ziemniaczane z czosnkiem. Wish me luck.

Książeczki

Ostatnio były zabawki, a teraz kolej na książeczki, kucharskie. Wszystkie Nigelli Lawson bym chciała :D i dwie Anjum Anand (dwie z trzech, jedną już mam).

Hinduska kuchnia – bo S. uwielbia, ja zresztą też :)

books_ied_main01 books_ani_main01

Nigella :D

9f5580f3_7ba4_46cb_b8df_69d1309a00a6bmp 6883ea45_2581_422f_9a57_1521f586348dbmp 19161d5e_3018_49e5_b422_be66763af31bbmp 38130b08_b732_4702_954f_45ba4f1fd001bmp 55838022_5db7_428e_8b91_a1ed5f2dd053bmp e2f55c9a_8e61_4311_8aa4_dd506e6e4e5a ffa821c9_f8c4_4169_9ab8_79dfd88e0ceabmp

I łapki Nigelli do sałatek jeszcze chcę :D

melservinghandsbk1

Next »