[829]

Długi, a nawet wydłużony weekend, bo od czwartku do niedzieli, minął tak jak zeszłotygodniowy na gotowaniu, sprzątaniu i szukaniu skrzynek.
W czwartek, gdy panowie monteży demolowali okno i wstawiali nowe, ja znęcałam się nad dynią, w sobotę zrobiłam fasolkę po bretońsku, rozetki na słodko i pastę z wędzonej makreli.
W piątek poszliśmy na spacer. Wyszliśmy przed 11, wróciliśmy jak już było ciemno. Na cmentarzu francuskim, jak i na grodzisku, mimo żmudnych obliczeń kesza nie znaleźliśmy. Na dworcu, w związku pomnikiem ‘Kindertransport’ poszło znacznie lepiej. Dane zebrane, podpowiedź rozszyfrowana przy frytkach (i w cieple, bo ogólnie było zimno) w maku ;) i skrzyneczka znaleziona bez problemu. Potem spacer po Głównym Mieście i szukanie miejsc do trzech „Powrotów do przeszłości…”. Rozszyfrowanie niektórych lokalizacji było przy piwie w Brovarnii. Na koniec pomnik harcerzy na Targu Rakowym i do domku.
W sobotę sprzątanie, a niedzielne popołudnie spędzone na siódmym piętrze. Zapotrzebowanie na spotkania rodzinne z udziłem dzieci nasycone na najbliższy czas.

[827]

Długi weekend (w przypadku 1 listopada strasznie nie lubię określenia „świąteczny weekend”) spędziliśmy z M. w moich rodzinnych stronach. Bilety kupione były już w czerwcu, dzięki czemu za cenę 20zł wyższą niż kolejowym ekspresem M. odbył swoją poerwszą podróż w przestworza z LOTem. Przesiadka w Warszawie nie była nawet uciążliwa, a ja się tylko śmiałam, że maleństwem lecimy (zawsze latałam takim co zabiera 3x wiecej pasażerów niż ATR). Tak więc w sobotę wieczorem, bezboleśnie dotarliśmy do Pciny.

W niedzielę miał być spacer po lesie. Pogoda cudna, słoneczna, złotojesienna. Spacer był, ale po parku. A dodatkową atrakcją było grzebanie w dziuplach i pod korzeniami.

O geocachingu wiedziałam wcześniej, nawet zarejestrowana na opengeocaching.pl byłam już w 2009 r. Ale brak skrzynek w najbliższej okolicy, brak elektronicznego urządzenia geolokalizayjnego oraz umiejętności nawigacyjnych ;) zniechęciły mnie do zabawy. Ale prze dwa lata wzrosła liczba skrzynek, jak i dostępność do urządzeń geolokalizacyjnych. W ten oto sposób tydzień temu zostałam, przy czynnym udziale M., aktywną poszukiwaczką keszy. Z 10 jakie sobie obraliśmy sobie za cel, tylko jednej nie znaleźliśmy, do jednej nie dotarliśmy ze względu na brak czasu, a jedna była w takim miejscu, że wyciągnięcie jej wzbudziło by spore zainteresowanie ludzi i służb miejskich (wspinanie się po elementach małej architektury w najbardziej zaludnionym miejscu w mieście w niedzielne popołudnie raczej odpada). Również we wtorek, jak pojechaliśmy do Piotrowic, to wyciągnęłam kuzynów na spacer na Zadole i znaleźliśmy 2 z planowanych 3 :)

W niedzielny wieczór poszłam z Olą do Muzycznej na Pszczyńskiego Diablaka. Ja już od sierpnia przy każdej okazji podpijam, Ola piła pierwszy raz i bardzo jej zasmakowało. Niespodziewanie jeszcze trafiłyśmy na Beatkę :)

Jakby Oli było by mi mało – w poniedziałek kilka minut po ósmej rano byłam w Starostwie. Posiedziałam z dziewczynami na podawczym, wspominając sobie dawne czasy. Tęsknię za tamtejszą atmosferą, ehhh.

Wieczorem natomiast wybraliśmy się z M. do Ewe i Przemka. Przemek zrobił kurczaczki, Ewelina sałatki, lał się alkohol ;) Czemuż ten Śląsk leży tak daleko od Gdańska…

We wtorek, oprócz wspomnianego wypadu do Piotrowic głównie się obijaliśmy. Ogólnie wyjazd potraktowaliśmy rekreacyjnie. A obijanie się polegało na rozwiązywaniu krzyżówek logicznych i panoramicznych.

We wtorkowy wieczór zaczęliśmy bacznie śledzić niusy dot. Okęcia. Plan zakładał powrót drogą powietrzną z przesiadką w stolicy. O 23 podjeliśmy decyzję, że wracamy ekspresem o 5.15 (o 16 w Gda, samolot też miał być na miejscu o 16, ale wylot przed 12, i ta wygoda…) O dziwo, pociąg nie miał opóźnienia ;) Teraz tylko od LOTu odzyskać pieniądze.

Po weekendzie tylko dwa dni pracy i kolejny weekend, ale o tym w następnym odcinku…

Most Prawdy w pszczyńskim parku
Most Prawdy w pszczyńskim parku
Pszczyński park
Pszczyński park
Skrzynka z grobów książęcych w pszczyńskim parku
Skrzynka z grobów książęcych w pszczyńskim parku
Kicia w pszczyńskim parku
Kicia w pszczyńskim parku
Przemek
Przemek
Ewe
Mój kuzyn, Alan
Mój kuzyn, Alan

[825]

Wrzesień minął nie wiem nawet kiedy. Zaczął się październik, sezon grzewczy, pierwsze jesienne przeziębienie zaliczone, do tego zatrucie pokarmowe, przez co ominęła nas Błękitna Wstęga Zatoki Gdańskiej. Trochę basenu, trochę kręgli, wycieczka do Tczewa i wczorajszy spacer po Gdańsku, z odwiedzeniem zakładów mięsnych przy Angielskiej Grobli.

Budynek d. kina „Piast”. I niech ktoś powie, że w prl’u budowano brzydko.

« Prev - Next »