Myjnia samochodowa
Rano do Gliwic, na żelbet, a potem od razu do Seby. Tak mi się wysknęło „Nie masz ochoty umyć mi auta?”. Tata od Seby podchwycił temat, i skończyło się na tym, że myliśmy cici, sejćka i tojotę :) w sumie 5h na dworze.
W międzyczasie doglądanie roślinek. Bazylia kiełkuje:

Rukola rośnie :D

Portulaka też niczego sobie:

A i stokrotki upolowałam ;)

Przy okazji spaliłam trochę plecy i dekolt. Iśmiało można mnie posądzić o zrobienie blond pasemek. Moje śliczne ciemniejące włosy, nagle (od słońca) zaczęły dramatycznie jaśnieć. Miejscami nawet strasznie…