[809]
Zawsze sobie przypominam, ze miałam w końcu coś napisać, jak już leżę pod kołdrą przytulona do dupy Kleofasa. Zawsze jak go zgarniam do spania, to się tyłkiem do mnie wystawia ;)
To może zacznę od końca, śniło mi się dziś, że była zima, że dalej jeździłam malinowym, i że miałam taką małą, słodziutką córeczkę. Na wpół śpiąc jeszcze, podczas budzenia M. napomknęłam, że niech się moimi odruchami macierzyńskimi nie przejmuje, bo to wiek rozrodczy, hormony i w ogóle, ale zdrowego rozsądku mi jeszcze trochę zostało, więc macierzyństwo musi poczekać.
W pracy czekam na telefon z kadr, że umowa do podpisania czeka. Żebym mogła do szefa wystartować z wnioskiem o urlop na 2 maja, bo mi kurs tak ustawili, że calusieńką majówkę na łódce spędzam.
Święta za to wolne, i święta spędzam na Suchaninie. Bez mojego udziału ustalono, że na noc zostaje, mama M. stwierdziła, że nie ma problemu, że jest wolny pokój, a M. na to „ale to i tak bez znaczenia, przecież będzie spać u mnie”. „A to wy tak blisko ślubu już jesteście?” Hmmm… No w każdym bądź razie ze mną nikt o ślubie jeszcze nie rozmawiał.
Wracając do pływania to podoba mi się, dopóki nie muszę być sternikiem, niby patent się nazywa „żeglarz jachtowy”, ale trzeba umieć dowodzić małą jednostką śródlądową. Pewnie wszyscy się będą śmiać, że rogaś się rządzić nie chce, a mi tam dobrze przy szotach foka, na dziobie walcząc z cumą, nawet bycie desantem nie jest złe.
Ale pewnie jak w końcu załapię inerrcję, wszystkie opory wody i skrętność jachtu to się to zmieni :p