[789]

Pierwszy tydzień pracy mam za sobą. Powoli poznaję procedury, budynek i oczywiście współpracowników. Szkolenie BHP zaliczone, po nowym roku czeka mnie kurs i egzamin, tzw. „Służba przygotowawcza”, którą przejść musi każdy urzędnik państwowy (nowo zatrudniany). To jest podstawa do przedłużenia umowy. Piszę już opinie i decyzje, zajmuję się papierkową robotą, poznaję miasto. Dużo się przyglądam, przysłuchuję, czytam. Szef się wydaje być zadowolony :)

Powoli mi się ustala tryb dnia. Pobudka między 5.30 a 6. 6.53 autobus, 7.45 w pracy. Nie mam problemu ze wstawaniem, nawet się bez budzika budzę, w weekend też, ale wtedy staram się dospać do 7-8 jeszcze. Kilka minut po 17 jestem w domku. Chyba że gdzieś jakieś zakupy po drodze, to trochę później. Dobija fakt, że jak wysiadam na osiedlu z autobusu, to jest już zupełnie ciemno. Do tego deszczowo ostatnio. Dobrze, że weekendy są :)

Wczoraj aktywny dzień (najpierw spacer i obiad z M., potem spacer i obiad z rodzicami, a wieczorem mecz, film i takie tam), dziś natomiast nicmisięniechce. Aczkolwiek wypucowałam łazienkę. I obiad na dziś i jutro zrobiłam. Więc źle nie jest. Teraz się mogę polenić ;)

Wracając jeszcze do tematu pracy, w pt byłam po 11 w terenie. Więc korzystając z okazji, drugie śniadanie zjadłam siedząc na bulwarze i gapiąc się na wodę zatoki :) I’m lovin’ it!

[786]

W sobotę M. grzecznie rano zajechał do Pszczyny. Zgarnęłam go z pociągu i zabrałam do siebie. Trochę w domu posiedzieliśmy, trochę się popakowałam, i koło południa poszliśmy na spacer. W końcu byłam w zagrodzie żubrów, i jeszcze trafiliśmy na karmienie. Od razu było widać kto rządzi stadem ;) jednego to nawet było mi szkoda, bo mimo iż stał przy żłobach już na 10min przed podaniem paszy, to się dużo nie najadł. Rundka po parku książęcym i po mieście i do domu. Ja pakowania ciąg dalszy, M. trochę pograł, mecz obejrzał. Dwa dni wcześniej rozmawialiśmy o pizzy. No to pizza na obiad :) Pakowania ciąg dalszy. M. się śmiał ze mnie, jak widział, jak zaczynam się wkurzać nad tym wszystkim ;) Wieczorem film, i wyspać się przed długą drogą.

O dziwo moje CiCi okazało się pojemniejsze niż mi się wydawało, a przy tym wszystkim paliło ok 5.11l/100km. Do Łodzi jechało się szybko. Przez Łódź jechało się dłuuuuugo. Mogliby sobie zrobić obwodnicę. Tzn mogli już by mieć ją zrobioną a nie za 4 lata ;) Objazd w Toruniu źle oznakowany, więc w końcu przez Grudziądz jechaliśmy, ale stamtąd już szybko poszło. M. ładnie pokierował już w samym Gdańsku, więc bez problemu trafiliśmy pod sam blok ;)

Chłopaki ładnie wypakowali moje graty :D a ja w zamian od razu wzięłam się za lasagne. Dobła była, i zimne piwo do tego.

Poniedziałek minął leniwie, włącznie z leniwym spacerem w Brzeźnie, po plaży. Woda przejrzysta, że aż się wskoczyć chciało. Tylko zimno trochę :P

Wczoraj ogarnęłam badania, załatwiłam zaświadczenie z Krajowego Rejestru Karnego, że grzeczna byłam. Dziś grzecznie do UM zawiozłam, zobaczyłam się z szefem, zgarnęłam lekturki do zaznajomienia się.
Soł, idę czytać, a od poniedziałku do pracy :)

***

Dziś, jak czekaliśmy na przystanku na autobus, postawił mnie na trawie, bo tam wyżej niż chodnik, żeby się schylać nie musiał :)

[785]

Od przełomu lipca i sierpnia szukałam pracy. Kryteria – coś powiązane z architekturą, ale nie pracowania projektowa; Trójmiasto. Znaleźć cokolwiek było ciężko, aż w połowie września trafiłam na ogłoszenie, odpowiadające moim wymaganiom, a jednocześnie ja spełniałam wszystkie wymogi stawiane przez pracodawcę. Jak dla mnie – marzenie. Posłałam więc aplikację z wszystkimi wymaganymi dokumentami. I czekałam z niecierpliwością (hm… zwrotka dalej nie dotarła :D). Ale doczekałam się i zostałam zaproszona na rozmowę ( w tym celu pojechałam do Trójmiasta w ubiegłym tygodniu). Rozmowa przeprowadzona z kadrową, moim przyszłym możliwym przełożony oraz przyszłą możliwą współpracownicą. Głównie pytanie, czemu tak daleko od domu :) dopytanie się o staż, o same studia, o pracę w UK. Do końca tygodnia mieli dać znać. No to zadzwonili w piątek. Że z 9-ciu osób wybrali 3, w tym mnie. I poprosili o dosłanie portfolio, dyplomu oraz oceny ze stażu lub jakiś innych referencji. projekty posłałam, szef mi śliczną ocenę wystawił :) i zaprosili na jeszcze jedną rozmowę, która odbyła się w miniony wtorek. Głównie chodziło o ustną deklarację, że jestem gotowa do pracy od zaraz, że mam już mieszkanie itp. I czy zamierzam tu (w Trójmieście) się zatrzymać na dłużej – jak tylko będzie praca to się nie będę nigdzie ruszać (no chyba, że na urlop :P). Trochę poopowiadał o pracy „komórki” i że w najbliższym czasie z budynku UM przenoszą się do budynku PLO. I na koniec, że teraz wszystko zależy od szefa, ale będą rekomendować mnie. I że budzę zaufanie :) (miałam ochotę parsknąć śmiechem, bo mimo iż jestem osobą godną zaufania, to jakoś dziwnie mi się słucha takich opinii na mój temat). Wiadomości o rezultacie konkursu środa najpóźniej czwartek. Zadzwonili dwie godziny później, że mnie chcą.

Wtorkowy wieczór minął więc na świętowaniu. Paulaner, kolacja w macu, a potem siedzenie do 2 w nocy z współlokatorem N. i jego kolegą i granie w „zgadnij kim jestem (na 6 razy wygrałam 3 :D byłam kołem, Jezusem i falowcem :D). W środę trochę pospałyśmy, i powędrowałyśmy znowu do Gdyni, po papiery do wypełnienia. Potem N. na zajęcia, a ja do Gdańska, żeby się z M. zobaczyć.

Podróż do domu byłą interesująca (do Trójmiasta jechałam z wiolonczelistą), gdyż praktycznie cała noc przegadałam z policjantem, pracującym w kryminalistyce, lekarz z wykształcenia, zajmujący się oględzinami zwłok. Było ciekawie. Ale nie zazdroszczę takiej pracy, sam stwierdził, że gdziekolwiek się w mieście nie ruszy, to mu się miejsce z jakimś trupem kojarzy.

Jutro muszę parę spraw pozałatwiać jeszcze, potem się zacząć pakować, bo w sobotę rano M. przyjeżdża, a w ndz wycieczka życia – 600km cici zapakowanym pewnie po dach :D

« Prev - Next »