Dialog zazdrościogenny

Marcin: Paweł, powiedz coś teraz, daję głośniej, bo żona chce usłyszeć z kim rozmawiam.
Piotruś i Paweł szeptem: rogaś, mów coś teraz! Mów do Marcina „kochanie”, powiedz, że mu lodzika zrobie.

I jak ich tu nie kochać ;)

Będzie mi ich brakować, jak pojadę do UK. I bestii…

W sobotę pożegnanie bestii z wielką fetą – Cieszyn i Zebrzydowice czekają. Ja umrę, jak już dojadę do domu :)

Dzień piąty

Sabinki nie było, więc ja się zajęłam wprowadzaniem w kompa naszej czwartkowej inwentarki. W sumie to robotnicy się machnęli przy szerokości wykusza o jedyne 50cm ;) Wiele roboty tam nie miałam, więc gadałam z Tomkiem i z Anią. Piłam herbatę, pomagałam Ani przy bindowaniu i kserowaniu :)

Wieczorkiem 30km na rowerze. Na około Pszczyny :) A że padało od rana, i na chwilę przestało (ostatnie 5km też mi wlało) to nie widać, że ostatnio myłam rower :]

t151.jpg

Dzień czwarty

Taką pracę lubię :D

Do 9.30 robiłam szatnię.  W sumię nie wiele roboty, a efekty widać ;)

A potem wyciceczka do Brennej. Mrrr ja chce volvo… muszę jutro obadać którę to :P lubię jak wciska w fotel, lubię beżową skórę i klimę nawet też lubię. Pojechaliśmy ja, Sabina i pan Leszek do Brennej, pomierzyć domek jednorodzinny, który jest w trakcie robót wykończeniowych. Właściciel się spóźniał, więc prawie 30min siedzieliśmy na łące i rozmawialiśmy. Potem już mierzyłyśmy wnętrza (bo stan wykonany trochu odbiega od projektu ;) ). Nie lubię uginających się, kołyszących się drabin. Sabina też, więc nie schodziłyśmy na parter tylko uciekłyśmy przez taras i po skarpie na dół :) Z powrotem do Tychów, i ostatnie 1.5h szybciutko zleciało ;)

Nu… a o to moja bestia.

01.jpg

To moje nowe pumy :D

08.jpg

« Prev - Next »