[660]
Z robienia porządków na dysku. Sprzed 5-6 lat.
Szliśmy całą paczką wzdłuż Zdrojowej. Nagle, po drugiej stronie ulicy, na pasie zieleni, zobaczyliśmy dużą metalową kapsułę w formie wielościanu. Jedna ze ścian otworzyła się i wyszło z niej coś, co przypominało wielką, jasnofioletową kałamarnice w smokingu. To coś skierowało wzrok na mnie i powiedziało, że tylko na mnie mu zależy. W tym momencie nadjechało kilkanaście różnej wielkości ciężarówek… Między przejeżdżającymi samochodami widziałam jak kałamarnica wymachuje swoimi mackami. Wtem pierwsza ciężarówka wpadła w poślizg, a za nią wszystkie następne. Korzystając z chwili zamieszania, zaczęliśmy uciekać. Dobiegliśmy do mojego domu, gdzie akurat odbywało się duże barbecue. Opowiedzieliśmy wszystkim, co się stało. Postanowiliśmy uciekać… Jednak niespodziewanie zabrał mnie na bok jakiś starszy mężczyzna, z lekko siwiejącymi włosami. Zabrał mnie do swojego samochodu, i wyjechaliśmy z osiedla w stronę centrum. Chcieliśmy przejechać przez most, ale na jego środku stal ogromny niebieski namiot, w którym odbywał się jakiś festyn. Zostawiliśmy samochód i zaczęliśmy schodzić stopniami w stronę rzeki. W połowie była platforma, stało na niej trzech chłopaków ok. 20 lat. Zatrzymaliśmy się.
- Zaczekaj, muszę chwile pomyśleć – odparł mężczyzna.
- Zaczekać?? Przecież to coś może w każdej chwili przyjść tu po mnie – wykrzyknęłam z rozpacza w glosie.
Usiadł na murku i powiedział:
- Spokojnie, ze mną Ci nic nie grozi, nie pozwól żeby cie skrzywdził.
Nagle poczułam czyjeś dłonie na moich ramionach. Odwróciłam się, był to jeden z tych trzech chłopaków, wyższy ode mnie o głowę, o czarnych włosach i ciemnej karnacji.
- Ja tez stanę w twojej obronie – i przytuli mnie do siebie…
Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu mój ojciec kupił Lamborghini Diablo. W kolorze czarnym. Chciał się nim pochwalić całej rodzinie, że aż porozsuwał wszystkie meble pod ściany w dużym pokoju i wjechał nim do niego. Z przeprowadzonej z tatą rozmowie dowiedziałam się, że maska jest lekko pognieciona, a w środku do wymiany jest jakiś kabel łączący silnik z czymś tam.
Byłam w sklepie mamy od D. na Piastowskiej. Oglądałam właśnie nową dostawę ciuchów. Potem usiadłam sobie w wiklinowym fotelu i czekałam aż D. skończy pomagać mamie na zapleczu. Przychodzi jego tata i informuje mnie, że kupił to Diablo od mojego taty, ze maskę wyklepie i polakieruje, a kabel sam dorobi. Ja wstaję. Po czym on chwyta mnie w pasie, następnie bierze na ręce i wybiega na ulicę. Biegnie po Piastowskiej i wykrzykuje po niemiecku (!) „To jest moja synowa! Ona jest piekna, miła…”
D. mnie kawałek podrzucił Diablo. Wysiadam, a od strony kierowcy podchodzi do niego jakiś dresiarz. Wyjmuje nóż sprężynowy i mówi „Wysiadka i dawaj kluczyki”. D. gaz do dechy i zmyka. Tamten do swojego i za nim, o mało nie potrącając mnie.
