<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>myself.rogatek.pl &#187; sennie</title>
	<atom:link href="http://myself.rogatek.pl/index.php/tag/sni-mi-sie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://myself.rogatek.pl</link>
	<description>Kolejny blog oparty na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Thu, 19 Jan 2012 19:40:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.2.1</generator>
		<item>
		<title>[660]</title>
		<link>http://myself.rogatek.pl/index.php/2010/660-2/</link>
		<comments>http://myself.rogatek.pl/index.php/2010/660-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Jan 2010 12:46:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rogatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[marzenia i koszmary]]></category>
		<category><![CDATA[sennie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://myself.rogatek.pl/?p=2783</guid>
		<description><![CDATA[Z robienia porządków na dysku. Sprzed 5-6 lat. Szliśmy całą paczką wzdłuż Zdrojowej. Nagle, po drugiej stronie ulicy, na pasie zieleni, zobaczyliśmy dużą metalową kapsułę w formie wielościanu. Jedna ze ścian otworzyła się i wyszło z niej coś, co przypominało wielką, jasnofioletową kałamarnice w smokingu. To coś skierowało wzrok na mnie i powiedziało, że tylko [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z robienia porządków na dysku. Sprzed 5-6 lat.</p>
<blockquote><p><em>Szliśmy całą paczką wzdłuż Zdrojowej. Nagle, po drugiej stronie ulicy, na pasie zieleni, zobaczyliśmy dużą metalową kapsułę w formie wielościanu. Jedna ze ścian otworzyła się i wyszło z niej coś, co przypominało wielką, jasnofioletową kałamarnice w smokingu. To coś skierowało wzrok na mnie i powiedziało, że tylko na mnie mu zależy. W tym momencie nadjechało kilkanaście różnej wielkości ciężarówek&#8230; Między przejeżdżającymi samochodami widziałam jak kałamarnica wymachuje swoimi mackami. Wtem pierwsza ciężarówka wpadła w poślizg, a za nią wszystkie następne. Korzystając z chwili zamieszania, zaczęliśmy uciekać. Dobiegliśmy do mojego domu, gdzie akurat odbywało się duże barbecue. Opowiedzieliśmy wszystkim, co się stało. Postanowiliśmy uciekać&#8230; Jednak niespodziewanie zabrał mnie na bok jakiś starszy mężczyzna, z lekko siwiejącymi włosami. Zabrał mnie do swojego samochodu, i wyjechaliśmy z osiedla w stronę centrum. Chcieliśmy przejechać przez most, ale na jego środku stal ogromny niebieski namiot, w którym odbywał się jakiś festyn. Zostawiliśmy samochód i zaczęliśmy schodzić stopniami w stronę rzeki. W połowie była platforma, stało na niej trzech chłopaków ok. 20 lat. Zatrzymaliśmy się.<br />
- Zaczekaj, muszę chwile pomyśleć &#8211; odparł mężczyzna.<br />
- Zaczekać?? Przecież to coś może w każdej chwili przyjść tu po mnie &#8211; wykrzyknęłam z rozpacza w glosie.<br />
Usiadł na murku i powiedział:<br />
- Spokojnie, ze mną Ci nic nie grozi, nie pozwól żeby cie skrzywdził.<br />
Nagle poczułam czyjeś dłonie na moich ramionach. Odwróciłam się, był to jeden z tych trzech chłopaków, wyższy ode mnie o głowę, o czarnych włosach i ciemnej karnacji.<br />
- Ja tez stanę w twojej obronie &#8211; i przytuli mnie do siebie&#8230; </em></p></blockquote>
<blockquote><p><em>Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu mój ojciec kupił Lamborghini Diablo. W kolorze czarnym. Chciał się nim pochwalić całej rodzinie, że aż porozsuwał wszystkie meble pod ściany w dużym pokoju i wjechał nim do niego. Z przeprowadzonej z tatą rozmowie dowiedziałam się, że maska jest lekko pognieciona, a w środku do wymiany jest jakiś kabel łączący silnik z czymś tam.<br />
Byłam w sklepie mamy od D. na Piastowskiej. Oglądałam właśnie nową dostawę ciuchów. Potem usiadłam sobie w wiklinowym fotelu i czekałam aż D. skończy pomagać mamie na zapleczu. Przychodzi jego tata i informuje mnie, że kupił to Diablo od mojego taty, ze maskę wyklepie i polakieruje, a kabel sam dorobi. Ja wstaję. Po czym on chwyta mnie w pasie, następnie bierze na ręce i wybiega na ulicę. Biegnie po Piastowskiej i wykrzykuje po niemiecku (!) &#8222;To jest moja synowa! Ona jest piekna, miła&#8230;&#8221;<br />
D. mnie kawałek podrzucił Diablo. Wysiadam, a od strony kierowcy podchodzi do niego jakiś dresiarz. Wyjmuje nóż sprężynowy i mówi &#8222;Wysiadka i dawaj kluczyki&#8221;. D. gaz do dechy i zmyka. Tamten do swojego i za nim, o mało nie potrącając mnie. </em></p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://myself.rogatek.pl/index.php/2010/660-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Outside</title>
		<link>http://myself.rogatek.pl/index.php/2009/outside/</link>
		<comments>http://myself.rogatek.pl/index.php/2009/outside/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Jul 2009 19:44:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rogatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[marzenia i koszmary]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[sennie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://myself.rogatek.pl/?p=2241</guid>
		<description><![CDATA[Zakochałam w tym kawałku. W tym wykonaniu. To tak pewnie będzie mnie trzymać przez kilka najbliższych dni. Opustoszała okolica powoli zaczęła napełniać się przechodniami. Najpierw pojawiały się pojedyncze osoby, później już cale grupki. Większość z nich tylko skracała sobie drogę z pracy do domu, przecinając opuszczone zakłady chemiczne w (&#8230;), mieście rzuconym gdzieś na Ukrainie. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zakochałam w tym kawałku. W tym wykonaniu. To tak pewnie będzie mnie trzymać przez kilka najbliższych dni.</p>
<p style="text-align: center;">
<object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="480" height="385" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/5y7p06f0EWo&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;color1=0x234900&amp;color2=0x4e9e00" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="385" src="http://www.youtube.com/v/5y7p06f0EWo&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;color1=0x234900&amp;color2=0x4e9e00" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object><br />
<em></em></p>
<blockquote><p><em>Opustoszała okolica powoli zaczęła napełniać się przechodniami. Najpierw pojawiały się pojedyncze osoby, później już cale grupki. Większość z nich tylko skracała sobie drogę z pracy do domu, przecinając opuszczone zakłady chemiczne w (&#8230;), mieście rzuconym gdzieś na Ukrainie. Niegdyś tętniące życiem miasto, coraz bardziej przypominało zakłady znajdujące się w jego obrębie. Opuszczone, zaniedbane. Powolnie Matka Natura zabierała tereny, które zostały jej siłą odebrane. </em></p>
<p><em>Żelbetowy krajobraz urozmaicała zieleń, rosnąca w najmniej oczekiwanych miejscach &#8211; pęknięcia ścian, na dachach, kładkach. W szerokim żelbetowym korycie wiatr przerzucał zeschnięte liście z miejsca na miejsce. Dochodziłam do zakrętu, zauważyłam jednak, że dno koryta zaczyna się obniżać i jest wypełnione wodą. Wróciłam więc kawałek i weszłam po schodach wymodelowanych w żelbetowej skarpie. Teraz szłam rampą, wzdłuż krawędzi. Po lewej wznosiły się żelbetowe biurowce, w których znajdowała się niegdyś administracja i laboratoria. Zaś po drugiej stronie koryta &#8211; wielkie stalowe i żelbetowe konstrukcje. Futurystyczni architekci z początku ubiegłego wieku. Wielkie rurowe instalacje, rusztowania. Wymarzone miejsce dla fotografa. </em></p>
<p><em>Mimo, iż trzymałam aparat w ręce, wypatrywałam M. w tłumie. W końcu przyszedł. Przytulił mnie na przywitanie. Słońce powoli zachodziło, barwiąc okolicę na ciepły, miękki pomarańcz. Wziął mnie za rękę i powoli spacerowaliśmy. Podziwiając &#8222;widoki&#8221;. Zastanawiając się co gdzie było. Utrwalając na kliszy co ciekawsze widoki.</em></p>
<p><em>Doszliśmy do jeziora, którego woda była wykorzystywana jako element systemu chłodzącego. Teraz, gdy zakłady są zamknięte, ponownie zagościły ptaki, ryby roślinność. Kilka małych przystani, jachty pływające w świetle zachodzącego słońca.</em></p>
<p><em>Zatrzymaliśmy się w małym hotelu, tuż nad brzegiem. Widok z okna przedstawiał całe jezioro&#8230; Z płonącymi w ostatnich promieniach słońca zakładami.<br />
</em></p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://myself.rogatek.pl/index.php/2009/outside/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Duchy</title>
		<link>http://myself.rogatek.pl/index.php/2008/duchy/</link>
		<comments>http://myself.rogatek.pl/index.php/2008/duchy/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 16 Aug 2008 11:25:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rogatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[marzenia i koszmary]]></category>
		<category><![CDATA[sennie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://myself.rogatek.pl/?p=898</guid>
		<description><![CDATA[Prawda jest taka, że zawsze wstaje S. zrobić śniadanie, kawę i kanapki do pracy. Potem najczęściej idę się jeszcze zdrzemnąć, a przynajmniej poleżeć, szczególnie, kiedy to jest sobota, i S. idzie na 6 do pracy. Rzadko zasypiam głębokim snem&#8230; w sumie sama się od tego powstrzymuję, bo wiem, że jak zasnę na dobre, to przed [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Prawda jest taka, że zawsze wstaje S. zrobić śniadanie, kawę i kanapki do pracy. Potem najczęściej idę się jeszcze zdrzemnąć, a przynajmniej poleżeć, szczególnie, kiedy to jest sobota, i S. idzie na 6 do pracy.</p>
<p>Rzadko zasypiam głębokim snem&#8230; w sumie sama się od tego powstrzymuję, bo wiem, że jak zasnę na dobre, to przed 12 nie wstanę. A podobno szkoda życia na spanie ;) Czasem mi się coś śni bardziej miłego, lub mniej.</p>
<p>O na przykład że dostałam <a href="http://bluebox.zary.com.pl/moto_info/news/news_117/elixir.htm" target="_blank">Peugeot 407 elixir</a></p>
<p><a href="http://bluebox.zary.com.pl/moto_info/news/news_117/elixir.htm" target="_blank"></a></p>
<p style="text-align: center"><a href="http://bluebox.zary.com.pl/moto_info/news/news_117/elixir.htm" target="_blank"><img src="http://bluebox.zary.com.pl/moto_info/news/news_117/elixir_3.jpg" width="300" height="200" /></a></p>
<p>Nu ale dziś było mniej przyjemnie i bardziej realistycznie.</p>
<blockquote><p><em>Leżę sobie w łóżku, za oknem powoli jaśnieje, ale ja zapadam z powrotem w sen. Oczy mam lekko otwarte, ale rzęsy i tak zasłaniają większość widoku. W pokoju panuje półmrok. Słyszę kroki. Jakby ktoś przechadzał się po pokoju, tam i z powrotem, od drzwi do okna, od okna do drzwi. Otwieram oczy. Nie umiem podnieść głowy, jakby ważyła tonę. Odwracam więc tylko na bok, ale nikogo nie ma w pokoju. Uspokajam się. Powoli znowu odpływam w krainę snu. </em><br />
<em>Nagle znowu czuję jakiś ruch w pokoju, skrzypienie łóżka, przez półotwarte oczy widzę jakiś cień. Jakby ręka, ubrana w czarny polar (taki jaki ma S.) zbliżająca się do mojej twarzy. Otwieram gwałtownie oczy. W pokoju pusto. Uspokajam walące serce. To nic. Tylko mi się coś przyśniło. </em><br />
<em>Odpływam ponownie. Słyszę głos mojego brata (!). &#8222;A teraz Ci coś pokażę!&#8221;. Znów półotwarte oczy. Widzę klocek drewna, trzymany przez kogoś, stojącego za wezgłowiem łóżka. Klocek gwałtownie przybliża się i oddala od mojej twarzy. Zawsze zawracając jakieś 5cm od moich oczu.&#8221;</em><em>A teraz się przyjrzyj uważnie&#8221;. Klocek pędzi w moją stronę nie mając zamiaru się zatrzymać wcześniej niż na mojej twarzy.W ostatniej chwili otworzyłam szeroko oczy. Nikogo nie było w pokoju.</em></p></blockquote>
<p>Usiadłam na łóżku i doszłam do wniosku, że koniec spania na dziś&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://myself.rogatek.pl/index.php/2008/duchy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jednorożca daj mi luby</title>
		<link>http://myself.rogatek.pl/index.php/2008/jednorozca-daj-mi-luby/</link>
		<comments>http://myself.rogatek.pl/index.php/2008/jednorozca-daj-mi-luby/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Jun 2008 11:07:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rogatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[marzenia i koszmary]]></category>
		<category><![CDATA[sennie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://myself.rogatek.pl/?p=760</guid>
		<description><![CDATA[Oj dawno mi się już takie głupoty nie śniły. - Tutaj będziesz bezpieczna. Przynajmniej na jakiś czas. Na dom są rzucone zaklęcia ochronne, więc nie powinni Cię łatwo zlokalizować. &#8211; Zapewnił mnie jeden z moich towarzyszy, gdy znaleźliśmy się w wyłożonym drewnianą boazerią salonie, w starym domu, który mimo, iż znajdował się w centrum miasta, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Oj dawno mi się już takie głupoty nie śniły.</p>
<blockquote><p><em>- Tutaj będziesz bezpieczna. Przynajmniej na jakiś czas. Na dom są rzucone zaklęcia ochronne, więc nie powinni Cię łatwo zlokalizować. &#8211; Zapewnił mnie jeden z moich towarzyszy, gdy znaleźliśmy się w wyłożonym drewnianą boazerią salonie, w starym domu, który mimo, iż znajdował się w centrum miasta, otoczony był ogromnym starym ogrodem, którego zieleń skutecznie zasłaniała dom od ulicy i sąsiadów.</em><br />
<em>Zamknęliśmy drzwi prowadzące do sąsiednich pokoi, aby zniwelować przeciągi i tak w wychłodzonym pomieszczeniu. T. zerkał do ogrodu, przez szparę w zamkniętych okiennicach, K. przeglądał stare tomiska stojące pod warstwą kurzu na półkach ciągnących się wzdłuż całej ściany. Ja natomiast ulokowałam się w starym olbrzymim fotelu, podciągnęłam kolana pod brodę i objęłam je rękami.</em><br />
<em>- Zimno Ci? &#8211; spytał P. Przytaknęłam. Wziął pled z sąsiedniej kanapy i otulił mnie nim.<br />
- Co to za dom? &#8211; zapytałam chłopaków.<br />
- Należy do jednych z naszych. Otrzymał go w spadku, po jakiejś dalekiej ciotce. W ogóle nie związanej z Organizacją &#8211; odpowiedział T. siedzący na parapecie. &#8211; Przez pewien czas chcieliśmy zrobić z niego Kwaterę Główną, lecz dom na uboczu, w górach okazał się lepszym rozwiązaniem. przynajmniej do niedawna. O tym domu nie powinni wiedzieć. Nigdy nie organizowaliśmy tu spotkania, pierwszy raz jest w tym domu więcej niż dwoje osób z organizacji. Ale nie będziemy tu długo. Czekam na resztę i wyruszamy w dalszą drogę. Więc jak chcesz to się prześpij, przed nami długa droga.</em></p>
<p><em>Ze snu wyrwał mnie głośny trzask. Rozejrzałam się po pokoju. Cała trójka stała przy oknie rozmawiając zniżonym głosem.</em><br />
- Co się dzieję?<br />
<em>- Musimy uciekać. Oni szybciej tu dotarli niż nasi. Za minutę nie może ns tu być. Uciekamy podziemnym tunelem. Wychodzi koło jeziora w dolinie, a dalej przez las. &#8211; zakomunikował T.  Po czym dodał szeptem do siebie &#8211; Mam tylko nadzieję, że tunel dalej jest dalej w dobrym stanie.</em></p>
<p><em>Zeszliśmy do piwnicy. Następnie starymi granitowymi stopniami jeszcze kilka metrów w dół, aż ukazało się przed nami wejście do tunelu. T. Zapalił zapałkę. Płomień tańczył delikatnie.<br />
- Dobrze jest, możemy iść, zapalcie latarkę i świećcie sobie pod nogi, dawno nikt tędy nie chodził. Przed nami 2km odcinek do przejścia. </em></p>
<p><em>Byłam szczęśliwa, gdy w końcu dane nam było zobaczyć srebrne gwiazdy odbijające  się w tafli jeziora. Skierowaliśmy się do lasu i kontynuowaliśmy marsz praktycznie do świtu. O wschodzie słońca dotarliśmy do  starej zagrody, gdzie po wielkich wybiegach odbywały swój poranny spacer tygrysy, lwy i antylopy. Po środku stała wielki drewniany szałas. Tu postanowiliśmy poczekać na posiłki. Na szybko przygotowaliśmy śniadanie z zapasów zgromadzonych w szałasie. Chłopaki ustalili między sobą kolejność wart, P. zadeklarował się, że popilnuje jako pierwszy, więc ja z T. i K. położyliśmy się spać. Obudziły mnie głosy. Otworzyłam oczy, w szałasie zrobiło się tłoczno. W końcu dotarli do nas A., O. i S.. P. spał ciągle obok mnie, więc wstałam, starając się go nie obudzić. Przywitałam się ze wszystkimi, po czym skierowałam się do wyjścia.<br />
- Gdzie idziesz? &#8211; zapytał T.<br />
- Muszę, pójdę tylko za to duże drzewo, o tam &#8211; wskazałam okazały dąb rosnący na nie ogrodzonym terenie, jakieś 30m od szałasu.<br />
T. wyjrzał przed szałas, rozejrzał się po okolicy, po prawej wzdłuż ogrodzenia przechadzały się dwa tygrysy mierząc nas wzrokiem.<br />
- Dobra, jak nie wrócisz do 3min, to idziemy po Ciebie.<br />
Poszłam w stronę dębu. Tygrysy odprowadzały mnie cały czas wzdłuż ogrodzenia. Kucnęłam za dębem, aby się wysikać. Patrzyłam na ogrodzenie, ciągnące się w nieskończoność. Nagle zauważyłam sporą dziurę w ogrodzeniu. I zmierzające ku niej Tygrysy. Wstałam, podciągnęłam spodnie i stałam jak zamurowana. Tygrysy, jeden po drugim przeskoczyły przez dziurę w ogrodzeniu, i najpierw spokojnie, a później coraz szybszym krokiem zaczęły zmierzać w moim kierunku. Nie wiedziałam czy uciekać, czy wejść na drzewo. Stałam w miejscu. Nagle z lasu wybiegł rudawy jednorożec. Przebiegł przed tygrysami, tak że zmieniły kierunek marszu, jednak ciągle łypały na mnie swoimi lśniącymi oczami. Później jednorożec podbiegł do mnie, i pochylił się, abym mogła łatwiej na niego wsiąść. Zabrał mnie szybko do szałasu, gdzie chłopaki byli gotowi do drogi. Zsiadłam z jednorożca, a on natychmiast znowu pobiegł odganiać tygrysy. Wsiedliśmy do jeepa, którym przyjechali A., O. i S. i ruszyliśmy w dalszą drogę.</em></p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://myself.rogatek.pl/index.php/2008/jednorozca-daj-mi-luby/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Życie jest piękne&#8230;</title>
		<link>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/zycie-jest-piekne/</link>
		<comments>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/zycie-jest-piekne/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Dec 2007 12:20:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rogatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[marzenia i koszmary]]></category>
		<category><![CDATA[sennie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://myself.rogatek.pl/?p=631</guid>
		<description><![CDATA[&#8230; w snach. Ostatnio już pisałam, że mi smutno było, że się obudziłam. A to dlatego, że śniło mi się, że mój mi się oświadczył, i my, czarownice sztuk cztery, byłyśmy u Sis i planowałyśmy całą ceremonię. Dziś śniło mi się, że był ślub. Jeszcze budzik mi o 8 zadzwonił, a było jeszcze przed ceremonią. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8230; w snach.</p>
<p>Ostatnio już pisałam, że mi smutno było, że się obudziłam. A to dlatego, że śniło mi się, że mój mi się oświadczył, i my, czarownice sztuk cztery, byłyśmy u Sis i planowałyśmy całą ceremonię.</p>
<p>Dziś śniło mi się, że był ślub. Jeszcze budzik mi o 8 zadzwonił, a było jeszcze przed ceremonią. Więc budzik został zignorowany i dośniłam sobie resztę :D</p>
<p>Dla równowagi wczoraj mi się śniło, że pewna osoba mnie usiłuje zgwałcić.</p>
<p>No cóż, ciekawie jest przynajmniej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/zycie-jest-piekne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Śni mi się, śni</title>
		<link>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/sni-mi-sie-sni/</link>
		<comments>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/sni-mi-sie-sni/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 29 Oct 2007 10:16:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rogatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[marzenia i koszmary]]></category>
		<category><![CDATA[sennie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rogatek.pl/myself/?p=6</guid>
		<description><![CDATA[Że chodziliśmy razem do szkoły. I było zakończenie roku, uroczysty apel, a potem zostawiłeś mi marynarkę i pobiegłeś przebrać się na ostatni w tym roku mecz. W przelocie załapałam się jeszcze na buziaka. Przedzierając się przez tłumy dotarłam na widownię. Usadowiłam się na balkonie, na miękkich poduszkach. Wieczorem zmęczeni dojechaliśmy do Wisły. Byli znajomi. Zanim [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><em>Że chodziliśmy razem do szkoły. I było zakończenie roku, uroczysty apel, a potem zostawiłeś mi marynarkę i pobiegłeś przebrać się na ostatni w tym roku mecz. W przelocie załapałam się jeszcze na buziaka. Przedzierając się przez tłumy dotarłam na widownię. Usadowiłam się na balkonie, na miękkich poduszkach.</em></p></blockquote>
<blockquote><p><em>Wieczorem zmęczeni dojechaliśmy do Wisły. Byli znajomi. Zanim dotarłeś do łóżka, ja już dawno spałam z wtulonym we mnie mruczącym kaloryferem. Wygoniłeś kota, żeby zająć jego miejsce.</em></p></blockquote>
<blockquote><p><em>Po śniadaniu nie chciałeś iść ze mną na spacer, a w góry, jak powiedziałeś, pójdziemy jutro. Towarzystwa dotrzymały mi dwie kumpele, jedna zabrała swojego kilkuletniego synka. Na TVP3 akurat pokazywali ośrodek w Wiśle, gdzie wiele razy jeździłam na wakacje i kolonie będąc dzieckiem. Bardzo się pozmieniały. Było to niedaleko, więc poszłyśmy zobaczyć jak się pozmieniało. A zmieniło się bardzo, sam ośrodek odnowiony, a i otoczenie &#8211; zamiast starych jednorodzinnych domków, wyrosły 10-piętrowe bloki. U podnóża wzniesienia, gdzie wyrastał ośrodek, spotkałyśmy chłopaka z naszego pensjonatu. Uśmiechnął się na nasz widok, ale ja w jego oczach wyczytałam zakłopotanie. Mimo wszystko zaprosił nas na kawę. Moje przyjaciółki świergotły wesoło, on był zamęczany 1000 pytań naszego najmłodszego towarzysz. Ja cicho sącząc kawę przyglądałam mu się z zaciekawieniem. Gdy wracaliśmy, celowo odłączyłam się od grupy, idą kilka metrów za nimi, udając że robię zdjęcia. Co parę minut, odwracał głowę do tyłu, ale nie potrafił zdecydować się do mnie dołączyć.</em></p></blockquote>
<p>Ogólnie bez sensu, ale śnią mi się te same miejsca, czasem starsze, czasem nowsze niż w rzeczywistości, czasem takie, które widuję tylko w mojej podświadomości. Tylko osoby się zmieniają.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/sni-mi-sie-sni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dwa</title>
		<link>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/dwa/</link>
		<comments>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/dwa/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 21 Sep 2007 09:06:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rogatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[marzenia i koszmary]]></category>
		<category><![CDATA[sennie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rogatek.pl/myself/?p=539</guid>
		<description><![CDATA[Było ciepłe, słoneczne popołudnie. Szliśmy niespiesznie ulicą. Poprzewracane latarnie i kosze na śmieci leżały na jezdni, a na poboczach stały porzucone samochody, zieleń oddzielająca jezdnię od chodnika wybujała zieleń. Okna w budynkach przylegających do ulicy zostały już dawno pozbawione oszklenia, teraz albo były pozabijane deskami albo zionęły czarną pustką. Dwa koty przebiegły przez drogę. Nagle [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><em>Było ciepłe, słoneczne popołudnie. Szliśmy niespiesznie ulicą. Poprzewracane latarnie i kosze na śmieci leżały na jezdni, a na poboczach stały porzucone samochody, zieleń oddzielająca jezdnię od chodnika wybujała zieleń. Okna w budynkach przylegających do ulicy zostały już dawno pozbawione oszklenia, teraz albo były pozabijane deskami albo zionęły czarną pustką. <strong>Dwa </strong>koty przebiegły przez drogę. Nagle z lewej strony urwał się ciąg zabudowań, zastąpił go szpaler drzew, również dziko wyrośniętych. Z trudem dostrzegliśmy większą przerwę pomiędzy drzewami i bramę wjazdową, a raczej to co z niej pozostało. Rozejrzeliśmy się po ulicy, czy aby nikt nas nie obserwuje i pośpiesznie weszliśmy na posesję. Wijąca się aleja, niegdyś szerokości kilku metrów, teraz pozarastała do tego stopnia, że wolnego przejścia na najlepszych odcinkach pozostawało około metra. Dotarliśmy do końca alejki i naszym oczom ukazał się na pierwszy rzut oka niewielki, parterowy dom. Jednak po dłuższym przyjrzeniu się widać było, że od tyłu teren opada na tyle w dół, że to co się wydawało piwnicą od frontu, jest tak na prawdę właściwym parterem, natomiast u góry część została nadbudowana, tak że spokojnie pomieściły by się tam podwójna sypialnia i łazienka. Podeszliśmy do drzwi.</em></p>
<blockquote><p><em>- Aż dziwne, że przez te <strong>dwa</strong> lata nie zgubiłam tych kluczy. &#8211; Stwierdziła W. wyciągając pęk kluczy z torby, którą miała przewieszoną przez ramię. &#8211; Ja muszę coś sprawdzić, tu zaraz po prawej macie schemat budynku, moja matka, tak była zachwycona tym projektem, że podebrała architektowi rysunki i oprawiła w ścianę. Czujcie się jak u siebie.</em></p></blockquote>
<p><em>Weszliśmy więc do środka, zamykając za sobą drzwi. Przyjrzałam się rysunkom, o których mówiła W. Piętro, na którym się znajdowaliśmy było &#8222;oficjalne&#8221;. Pokój gościnny, jadalnia, kuchnia, sypialnie dla gości, łazienka i ubikacja, wszystko utrzymane w chłodnym, lekko sterylnym stylu. Na dachu znajdował się taras i letnia kuchnia. Na dole natomiast sypialnie domowników, mała kuchnia, łazienka i pokój telewizyjny. M. od razu walnął się na kanapę i oznajmił, że musi się chwilę zdrzemnąć. Ja wzięłam S. za rękę i zeszliśmy na dół. Tam już było przytulniej, ciepłe kolory, obłe kształty.</em></p>
<blockquote><p><em>- Choć zobaczymy co jest w kuchni i spiżarce, może mieli coś, co może leżeć, co prawda naszpikowane konserwantami będzie, ale zawsze. &#8211; Zaproponował S.</em></p></blockquote>
<p><em>Prawda była taka, że nie jedliśmy od czterech dni, a od wczorajszego ranka nawet wody nie miałam w ustach. Wodociągi nie działały, byliśmy skazani więc na to, co znajdziemy. Otworzyłam drzwi od spiżarki, i nogi się pode mną ugięły.</em></p>
<blockquote><p><em>- Znalazłam wodę &#8211; udało mi się wyszeptać.</em></p></blockquote>
<p><em>S. szybko do mnie podszedł i zobaczył zapas 5 litrowych baniaków z wodą mineralną,. Szybko otworzył jeden z nich, nalał trochę wody do kubka i mi podał. Następnie sam się napił. Oprócz wody był też spory zapas k0nserw i innych produktów spożywczych, które po przejrzeniu w połowie były zdatne do spożycia.</em></p>
<p><em>Słońce już zachodziło, zalewając pokój telewizyjny ciepłym, pomarańczowym światłem. Siedzieliśmy z S. w dużych fotelach i wpatrywaliśmy się w zieleń za oknem.</em></p>
<blockquote><p><em>- Czym się martwisz? &#8211; Zapytał się S. widząc moją smutną minę.</em><br />
- <em>Jesteśmy już trochę ze sobą, rok, dużo razem przeszliśmy, z jednej strony wydaje mi się, że jestem dla Ciebie ważna, z drugiej jednak strony, boisz się zrobić jakiś krok&#8230;</em><br />
- <em>Mamy przed sobą całe życie, jeszcze wszystko się ułoży, a tych kroków jest przecież niewiele, jakieś 3-4, nie chcę się z tym wszystkim spieszyć.</em><br />
-<em>  No ale, <strong>dwa</strong> kroki możemy sobie odpuścić, bo małżeństwo i dzieci Cię nie interesują&#8230; To już w ogóle&#8230; &#8211; zamilkłam, wiedząc, że ciągnięcie tematu nie ma sensu.<br />
- Ehhh, kotku&#8230; &#8211; wzdychnął przysiadł się do mnie i przytulił. &#8211; Mam tu coś dla Ciebie, wiesz? &#8211; i wyjął z kieszeni złoty łańcuszek z <strong>dwoma</strong> malutkimi serduszkami.</em></p></blockquote>
<p><em>Chwilę mu się przyglądałam, po czym podałam mu go z powrotem, żeby mi go zapiął na szyi. Pocałowałam go i wtulona w niego zasnęłam.</em></p></blockquote>
<p>Wszystkie opisane zdarzenia są nieprawdziwe, zbieżność nazwisk, ludzi oraz faktów jest całkowicie niezamierzona, jeśli ktoś się zajmuje psychologią snów jest proszony o kontakt ze mną.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/dwa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prawie jak ślub.</title>
		<link>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/prawie-jak-slub/</link>
		<comments>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/prawie-jak-slub/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Mar 2007 10:33:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rogatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[marzenia i koszmary]]></category>
		<category><![CDATA[sennie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rogatek.pl/myself/?p=324</guid>
		<description><![CDATA[Jechałam przez pola. Droga wysadzana topolami. Mglisty poranek bajecznie rozmywał krajobraz w koło. Mgła powoli siadała, słońce dawało o sobie znać. Wszystko będzie piękne dziś. W końcu to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Zajechałam pod rezydencję. Na planie kwadratu, z wielkim dziedzińcem po środku (a na dziedzińcu taras pełniący formę letniej jadalini, sadzawka). [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><em>Jechałam przez pola. Droga wysadzana topolami. Mglisty poranek bajecznie rozmywał krajobraz w koło. Mgła powoli siadała, słońce dawało o sobie znać. Wszystko będzie piękne dziś. W końcu to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Zajechałam pod rezydencję. Na planie kwadratu, z wielkim dziedzińcem po środku (a na dziedzińcu taras pełniący formę letniej jadalini, sadzawka). Cały parter zajmowały: hall, jadalnia i pokoje reprezentacyjne &#8211; zespół czterech pokoi. Jak w starych zamkach &#8211; biblioteka, pokój muzyczny, pokój gier z stołem bilardowym i stołami do brydża oraz mała sala balowa &#8211; ta połączona bezpośrednio z jadalnią. Na piętrze, pod spadzitymi dachami sypialnie, łazienki, garderoby. Budynek nowoczesny, z dużymi przeszkleniami na dole, jednak konstrukcja z kamienia, góra wykończona w drewnie. Meble historyzujące, ale utrzymane w jednym stylu, nie gryzące się ze sobą.</em><span id="more-324"></span><br />
<em> Weszłam do środka. Część gości już się zjechała. Niektórzy przyjechali nawet wczoraj wieczorem. Przywitałam się szybko z moimi rodzicami i rodzicami S. Jego mama mnie pogoniła na górę, żebym zaczęła się szykować. W sypialni czekała na mnie moja suknia. Mimo iż jestem przeciwniczką złota, to biel w połączeniu z wykończeniami dołu sukni oraz szalem w kolorze starego złota komponowała się bajecznie. Do pomocy miałam moje kochane dwie przyjaciółki: Lilkę i Ewe. Pomogły mi się uczesać, pomalować, przebrać. Gdy gotowa spojrzałam w lustro, pierwszy raz się sobie spodobałam.<br />
Byłam wyszykowana, ale pana młodego nie było. Goście się niecierpliwili, nie mówiąc juz o naszych rodzicach, a ja to już w ogóle. zaczynałam wręcz popadać w histerię. Żadnego kontaktu, żadnych wieści. Mineło kilka godzin. Decyzja została podjęta &#8211; gościom podano obiad. A ja dalej jak w transie siedziałam w sukni wpatrując się przez okno na drogę prowadzącą do rezydencji.<br />
Ślubu się nie odbył.</em></p></blockquote>
<blockquote><p><em>- Dalej chcesz się ze mną ożenić?<br />
- Uhm.<br />
- To może weźmiemy w końcu ślub. Taki skromy, tylko my i nasi rodzice, i Mariusz z Wiolą i mój brat. I świadkowie. W jakimś małym kościółku.<br />
- Dobrze Skarbie.</em></p></blockquote>
<blockquote><p><em>Stary kościółek, drewniany, z zabytkową polichromią. Pomieścił by maksymalnie 50 osób, nas i tak było mniej. Tym razem, biała, prosta suknia, ale elegancja, włosy rozpuszczone, a we włosach białe kwiaty.</em></p></blockquote>
<blockquote><p><em>Sylwester. Godzina 23. Rozmowa telefoniczna.<br />
- Cześ Misiu. Właśnie wróciłam z Katowic, trochę się przeciągnęło niestety. Możesz już po mnie przyjechać.<br />
- No właśnie nie mogę. Bo już piłem.<br />
- Ale przecież umawialiśmy się, że przyjedziesz po mnie.<br />
- No tak, ale tyle czasu już minęło, miałaś być przed 20.<br />
- Aha. To co robimy?<br />
- No chyba możesz przenocować u rodziców. Jutro się zobaczymy.</em></p></blockquote>
<blockquote><p><em>A tak poza tym na wakacje wyjeżdżaliśmy do domku w górach. Położony w lesie, parterowy, rozległy. Dookoła skałki wapienne i takie tam. Przyjemnie i zielono.</em></p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/prawie-jak-slub/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Amsterdam?</title>
		<link>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/amsterdam/</link>
		<comments>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/amsterdam/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 01 Feb 2007 09:19:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rogatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[marzenia i koszmary]]></category>
		<category><![CDATA[sennie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rogatek.pl/myself/?p=243</guid>
		<description><![CDATA[Ciąg dalszy Przeszłości. Coroczny wiejski festiwal. Na placu we środku wsi, targowym na codzień, ustawiono tymczasowe zadaszenia, pod nimi wielkie stoły, tak, żeby mogli przy nich usiąść wszyscy mieszkańcy. Wszyscy siedzieli razem, wszyscy jedli i pili to samo. Wszyscy razem się ze sobą dobrze bawili. Pomagałam przy roznkłądaniu sztućców, gdy podzeszła do mnie Karolina. Najmłodszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ciąg dalszy <em><a href="http://myself.rogatek.pl/?p=362" target="_blank">Przeszłości</a>.</em></p>
<blockquote><p><em>Coroczny wiejski festiwal.  Na placu we środku wsi, targowym na codzień, ustawiono tymczasowe zadaszenia, pod nimi wielkie stoły, tak, żeby mogli przy nich usiąść wszyscy mieszkańcy. Wszyscy siedzieli razem, wszyscy jedli i pili to samo. Wszyscy razem się ze sobą dobrze bawili.</em><span id="more-243"></span><br />
<em>Pomagałam przy roznkłądaniu sztućców, gdy podzeszła do mnie Karolina. Najmłodszy nabytek naszego domu. 19-latka. Miała przejąć część moich obowiązków w ostatnich miesiącach ciąży i później póki małego nie odchowam.<br />
- Włąśnie dostałam najnowsze instrukcje. Jutro rano lecimy do Amsterdamu. Na misję rozpoznawczą.<br />
- Uhm, to mamy mało czasu, biorąc pod uwagę dzisiejsze uroczystości.<br />
- Kurzcze, Ty to się możesz przynajmniej ciążą wykręcić, a mi się okres zaczął i tak mnie boli, że mam ochotę wyć &#8211; zrobiła przy tym minę zbitego psa.<br />
- Ja chętnie pojadę zobaczyć Amsterdam &#8211; uśmiechnęłam się do niej. &#8211; Nie martw się, na ból zaraz coś poradzimy. Poczekaj tu<br />
Zostawiłam ją na chwilę, a sama podeszłam do babinki, najstarszej we wsi. Porozmawiałam z nią, posłała swoją wnuczkę do domu, która po chwili wróciła z buteleczką różowawego płynu. Wzięłam flakonik, podziękowałam i wróciłam do Karoliny. Przekazałam jej buteleczkę.<br />
- Masz, ale nie bierz więcej niż łyżeczkę na 12h, bo może wywołać odwrotny skutek.<br />
Karolina spojrzała na mnie z niedowieżaniem.<br />
- A i lepiej się nie pytaj z czego to jest.</em></p>
<p><em>Do Amsterdamu przylecieliśmy wieczorem. Wszyscy się rozlokowali i u naszych</em> Przyjaciół <em>(dwie wąskie, wysokie kamienice, połączone ze sobą w środku)</em>, <em>a następnie wyszli pozwiedzać miasto</em>.<em> Ja natomiast udałam się do przyjaciółki, którą poznałam podczas wyprawy do południowej Hiszpanii, a mieszkała właśnie w Amsterdamie.<br />
Wróciłam od niej rano. Na śnaidanie jednak się spóźniłam (ale za to Karolina przygotowała mi kanapki i herbatkę w termosie). Wchodząć do domu spotkałam Marcina (Marcin i Karolina, to była kolejna para rysująca się w naszej </em>Rodzinie<em>).<br />
- Gdzie tak wcześnie chodzisz? &#8211; zapytałam zaciekawiona.<br />
- Karo posłała mnie po tampony &#8211; odpowiedział z zażenowaniem.<br />
- A jak ona się czuje?<br />
- Aż nad wyraz dobrze, pełna energii, jakby jej te tampony w ogóle nie były potrzebne. Rozporządza wszystkimi, tak że wszyscy mają ochotę się schować. Dobrze, że wróciłaś, to może będziesz łągodniejsza.<br />
Uśmiechnęłam się.<br />
- No wiesz, od kwietnia nie będę już z Wami mogła latać, więc Karo niech się już wczuwa w rolę.<br />
Weszłam do sali jadlnej, gdzie wszyscy czekali przygotowani do wyjścia.<br />
- Witam wszystkich i przepraszam za spóźnienie, ale jakiś dziadek się kłócił ze mną o miejsce parkingowe nieopodal. Idziemy?</em></p>
<p><em>Cały dzień chodziliśmy po mieście, przypominając grupkę turystów. Robiliśmy zdjęcia. Z Karoliną zagadywałyśmy mężczyzn na łodziach i w sklepach. W ciągu jednego dnia udało nam się zebrać satysakcjonującą ilość informacji. Do tego dostaliśmy sporo materiałów od </em>Przyjaciół.<em> Więc następnego dnia rano wróciliśmy na Wyspy. Sporządziłyśmy z Karoliną raport, przedstawiłyśmy go Jakubowi i Henrykowi. Następnie Jakub zlecił mnie, Karolinie i Henrykowi wykonanie planu operacyjnego, więc wzięliśmy się do roboty.</em></p></blockquote>
<p>Ciekawe czy mi się przyśni ciąg dalszy :D</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/amsterdam/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przeszłość</title>
		<link>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/przeszlosc/</link>
		<comments>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/przeszlosc/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 21 Jan 2007 16:45:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>rogatek</dc:creator>
				<category><![CDATA[marzenia i koszmary]]></category>
		<category><![CDATA[sennie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://rogatek.pl/myself/?p=213</guid>
		<description><![CDATA[Czasem sama się dziwię co moja podświadomość potrafi stworzyć jednej nocy. Nasi rodzice zginęli, gdy z bratem mieliśmy po 6 lat. To znaczy moja mam i jego tata. Ja nigdy nie poznałam mego ojca, tak jak on swojej matki. Ale odkąd pamiętam nasi rodzice byli razem. Mieszkaliśmy razem. Chociaż długo to nie trwało, byliśmy jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czasem sama się dziwię co moja podświadomość potrafi stworzyć jednej nocy.</p>
<blockquote><p><em>Nasi rodzice zginęli, gdy z bratem mieliśmy po 6 lat. To znaczy moja mam i jego tata. Ja nigdy nie poznałam mego ojca, tak jak on swojej matki. Ale odkąd pamiętam nasi rodzice byli razem. Mieszkaliśmy razem. Chociaż długo to nie trwało, byliśmy jak jedna (normalna rodzina).</em></p>
<p><em>Powiedziano nam, że rodzice zginęli podczas wybuchu instalacji gazowej w mieszkaniu, które remontowaliśmy, do którego mieliśmy się za niedługo wprowadzić. Nigdy tam nie zamieszkaliśmy. Po ich śmierci nie znalazł się żaden krewny mój, czy też Tomka, który by nas zabrał do siebie. I chyba lepiej, bo przynajmniej nas nie rozdzielono. Nie trafiliśmy również do domu dziecka. Zaopiekował się nami wuj Jakub. Nie był naszym prawdziwym wujkiem. Ale często bywał w naszym domu, więc mówiliśmy do niego wujku.</em></p></blockquote>
<p><span id="more-213"></span></p>
<blockquote><p><em>Wuj Jakub mieszkał w wielkiej XIX-wiecznej rezydencji otoczonej jeszcze starszym ogrodem pełnym zakamarków, ukrytych ścieżek, z wielkim stawem. Dostaliśmy dwie wielkie komnaty położone obok siebie. Dodatkowo miały one drzwi łączące jeden pokój z drugim. Oprócz nas mieszkało troje mężczyzn oraz dwie kobiety w przedziale wiekowy od 20 do 35 lat. Poza tym była jeszcze gospodyni i miała dwie dziewczyny do pomocy. </em></p>
<p><em>Opiekowali się nami wszyscy. Wuj Jakub starał się znaleźć codziennie dla nas przynajmniej godzinę czasu, a w wakacje zabierał nas co roku na 2-3 tygodniowe wakacje. Za każdym razem w inne miejsce. Zwiedziliśmy Grecję, Włochy, Francję, Hiszpanię, Szwajcarię, Wielką Brytanię, kraje skandynawskie. Nigdy nie mieszkaliśmy w hotelu. Zawsze byliśmy przyjmowani przez przyjaciół wuja, a jak zauważyliśmy, miał ich wielu.<br />
</em></p>
<p><em> Poza normalnymi zajęciami w szkole (posłano nas do szkoły prywatnej, ale nie pasowaliśmy z bratem do tej całej elity snobów, która tam chodziła, więc zawsze trzymaliśmy się razem), uczono nas jazdy konnej, pływania, strzelania z łuku, posługiwania się bronią białą.</em></p>
<p><em>Gdy skończyliśmy 16 lat wuj Jakub poprosił nas na rozmowę. Wyjaśnił nam czym tak naprawdę zajmuje się on i wszyscy ludzie mieszkający z nami, jak również ci, ci którzy często nas odwiedzali, lub myśmy u nich bywali podczas wakacji. Opowiedział nam o historii Stowarzyszenia, o ich celach. Po raz pierwszy opowiedział nam o naszych rodzicach. O tym jakie oni miejsce zajmowali w Stowarzyszeniu. </em></p>
<p><em>Zaczęliśmy wtedy uczestniczyć w spotkaniach w domu wuja, ale czasem też nas zabierał, gdy wyjeżdżał, jeśli oczywiście nie kolidowało nam to z zajęciami szkolnymi. Początkowo mogliśmy się tylko przysłuchiwać, lecz po jakimś czasie pytano się nas o zdanie. Aż stopniowo stawaliśmy się pełnoprawnymi uczestnikami spotkań. </em></p>
<p><em>W między czasie z Tomkiem zdaliśmy maturę i dostaliśmy się na studia. Ja na konserwację dzieł sztuki, a Tomek na informatykę. Byliśmy sobie najbliższymi przyjaciółmi. Rozumieliśmy się bez słów. Wszystko robiliśmy zawsze razem. Tylko na zajęcia musieliśmy chodzić osobno. </em></p>
<p><em>Na wiosnę ubiegłego roku siedzieliśmy razem w ogrodzie. Była już noc i patrzyliśmy się w gwiazdy. Rozmawialiśmy o przeszłości i o przyszłości. O tym że niejako nasza przyszłość jest uzależniona od stowarzyszenia. Stwierdziłam, że raczej niemożliwe będzie związanie się z kimś z zewnątrz. Tomek mnie wtedy objął i pocałował. Oddałam pocałunek. I w ten oto wieczór staliśmy się kochankami. Ukrywaliśmy się jednak z tym. Z jednej strony bojąc się reakcji, a z drugiej miło było mieć taki sekret.<br />
</em></p>
<p><em>We wrześniu odbyło się duże spotkanie, na które przyjechali członkowie stowarzyszenia z całej Polski oraz z sąsiednich krajów. Omawiano akcję, która miała być przeprowadzona na początku roku. Wyznaczono osoby mające brać w niej udział. Tomek trafił do grupy, mającej brać czynny udział w akcji. Ja natomiast miałam zając się stroną techniczną. Była to pierwsza akcja w jakiej mieliśmy brać udział. Po spotkaniu wuj poprosił nas, żebyśmy zostali.<br />
- Tak wuju? &#8211; zapytałam się.<br />
- To raczej wy macie mnie o czymś do powiedzenia. &#8211; stwierdził surowym tonem wuj Jakub.<br />
Nie wiedziałam co powiedzieć. Na szczęście odezwał się Tomek.<br />
- Kochamy się. Jak kobieta i mężczyzna. Chcemy być razem. Chcemy się pobrać. &#8211; powiedział stanowczo.<br />
Wuj przytaknął głową, że zrozumiał. I spojrzał  na mnie.<br />
- I jestem w ciąży. &#8211; przyznałam się nie śmiało. Po czym odwróciłam się do zaskoczonego Tomka &#8211; Miałam Ci dziś wieczorem o tym powiedzieć.<br />
Wuj się zamyślił na chwilę. Patrzyliśmy na niego wyczekująco, trzymając się za ręce<br />
- Cieszę się &#8211; powiedział z uśmiechem. &#8211; Strasznie przypominacie swoich rodziców. Niestety ze ślubem będziecie musieli poczekać do zakończenia akcji. Co więcej po tej akcji wyjeżdżamy na Wyspy Owcze. Mamy już tam dom, ale ty Alinko, pojedziesz tam przed nami, zaraz po skończeniu swojej pracy przy akcji, i pomożesz w urządzaniu miejsca.<br />
- Dobrze wujku.</em></p>
<p><em>Następne miesiące minęły na przygotowaniach. Tomek po zajęciach na uczelni miał treningi, ja pracowałam nad zaopatrzeniem, zdobywałam potrzebne plany, materiały, zbierałam informacje. Na spotkaniach składaliśmy raporty i był opracowywany plan akcji. W czasie Świąt Bożego Narodzenia wyznaczono datę akcji.</em></p>
<p><em>Gdy zakończyłam swoją pracę dostałam bilet od wuja i poszłam się pakować. W międzyczasie  przyszedł do mnie Tomek powiedzieć dowidzenia, gdyż wyruszali właśnie na akcje.<br />
Czekając na taksówkę przeglądałam jeszcze raz wszystkie plany, informację. Niepokoił mnie jeden dość istotny szczegół. Wuja nie było, więc podzieliłam się swoimi wątpliwościami z Henrykiem, pełnił rolę nieoficjalnego zastępcy wuja, i nadzorował akcję z rezydencji. Przyznał mi rację. Nagle straciliśmy jednak łączność radiową z grupą. Po chwili zastanowienia, Henryk stwierdził, że nie zostaje nam nic, jak tylko udać się im z pomocą. Może nie będzie za późno.<br />
- Musisz jechać ze mną &#8211; powiedział do mnie &#8211; jako jedyna z obecnych osób w domu znasz wszystkie plany i dokładny przebieg akcji.</em></p>
<p><em>Pędziliśmy przez miasto, łamiąc wszystkie ograniczenia prędkości po drodze. Była nas w sumie piątka. Dojechaliśmy pod kościół, który był celem całej akcji. Samochód grupy stał, lecz nie było widać nikogo w okolicy. Powoli weszliśmy do kościoła. Zauważyliśmy ludzi z bronią. Jednak nie byli to nasi. Tak jak myślałam, była to zasadzka. Na szczęście nie spodziewali się posiłków, udało nam się ich bezszelestnie unieszkodliwić i udaliśmy się w stronę krypty. Wzięliśmy ich z zaskoczenia i bez strat z naszej strony udało się odbić grupę oraz zdobyć zwoje na których nam zależało&#8230;</em></p></blockquote>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://myself.rogatek.pl/index.php/2007/przeszlosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

