[636]
Byłam wczoraj na uczelni. 180zł zostawiłam w bibliotece. To znaczy w księgarni, a książki w bibliotece. Nigdy więcej nic nie wypożyczam ;) Wszystko na obiegówce mam, za wyjątkiem podpisu promotora. Dzwonie rano – o 13.30 ma być. Od 13 do 14.30 się nie pojawił. Telefon milczy. Wróciłam do domu. W styczniu będzie trzeba wziąć dzień wolnego i znowu pojechać. No trudno.
Zima się zaczęła. Żeby jechać na basen musiałam zgarniać śnieg z auta. Żeby wrócić – też. Rano dziś – 30min latania z łopatą na około domu. Tak na rozgrzewkę. Szyby wyskrobać. Dachu już olałam, więc jadąc do pracy się ładnie zza mnie sypało. A i rondo się fajnie „bierze ślizgiem”. I przestawiłam się na hamowanie silnikiem, a nie hamulcem. Przynajmniej wtedy coś auto zwalnia, a nie sunie dalej na wprost (mimo że koła skręcone :) )
Dziś szefa nie będzie. Prawdopodobnie co najmniej do 14. Jeszcze jakby go na wsi gdzie przysypało, to w ogóle może się nie zjawić. Roboty ni ma. Zaraz więc chyba książkę wyciągnę i poczytam sobie.




