Filmowo, sportowo, czosnkowo

W niedzielę odbyła się ostatnia kolejka rundy wiosennej, Klasy C, okręg Tyski. Rezerwy LKS Łąka wygrywając Krzyżowicami 4:0 zapewnili sobie awans do Klasy B. Tłumy szaleją ze szczęścia :)

Zauważyłam, że zaczynam „przeżywać” mecze. Jak była ręka, to z całym tłumem krzyczałam „ręka!”. Biłam brawo za udane akcje (nie tylko te z bramkami), i robiłam „buuu” jak komuś przeleciała piłka koło nosa.

Robię porządki z kolczykami. Ale coś mi się blog spsuł. A konkretnie edytor wpisów. Jestem w trakcie robienia backupa i instalowania na nowo.

Wieczory mijają filmowo. W niedzielę znane przeze mnie na pamięć (ale kuzynka nie znała) „Love Actualy” i „Fight Club”. Ten drugi bardzo, bardzo dobry. Trzyma w napięciu i w ogóle.

Wczoraj natomiast „Anioły i Demony”, Seba się ze mnie śmiał, bo myślał, że czytałam książkę, a ja jak zwykle w połowie filmu zgadywałam kto jest ten zły, a kto dobry. Muszę się przejechać do Rzymu i pozwiedzać. Na deser „Suma wszystkich strachów”, na podstawie powieści Toma Clancy’ego z Benem Affleckiem i Morganem Freemanem w rolach głównych. Wciągająca fabuła, dobre gra aktorska, kino akcji jakie rogatek lubi bardzo.

A na zagryzkę czosnkowe bułeczki drożdżowe z pomidorkiem i cebulką. Pycha.

Przesadzanie

Roślinki trafiły do gruntu. Za wyjątkiem szpinaku, papryki, pomidorów, dynii, cukinii i kawonów. One tak za około tydzień :)

o1

A wczoraj na meczu byłam. Mimo iż to tylko „C” klasa, to fajnie się na żywo ogląda takie rzeczy :) Szkoda tylko że przegrali, przez co spadli na drugie miejsce w tabeli. Nu ale jeszcze 6 kolejek do końca :)

Za tydzień grają w Bieruniu. Jak pogoda dopisze, to się na rowerze przejadę.

Prawie robi różnice

Z całego sportowego kibicowania to najlepszy był chyba prowiant. Piłkarze się nie popisali, goli strzeliliśmy więcej niż Półnoncoirlandczycy (?) ale w końcu i tak przegraliśmy 2:3. Żeby nasi wyjechali do RPAw przyszłym roku to cudu nam trzeba.

Te 90 minut umiliłam ja, za pomocą koreczków z mozzarelli, sera żółtego, szyneczki, oliwek zielonych i czarnych, ogóreczków, papryczki i czosnku marynowanego. Do tego mniej zdrowe piwo ;)

Pobudka o 7.30 (6.30 starego czasu), szybciutko zrobiłam śniadanie (frankfuterki, mozzarella z pomidorami, papryczki ostre w oliwie nadziewane fetą, oliwki i ogórki konserwowe). Kubica prawie do samego końca jechał bardzo dobrze. Miał praktycznie pewne 3 miejsce. Ale na 3 okrążenia przed końcem, podczas próby wyprzedzenia Sebastniana Vettela doszło do kolizji. W skutek czego i Kubica i Vettel odpadli z rozgrywki. Natomiast na trzecie miejsce wbił się Barrichello, który dość agresywnie wyprzedzał na początku… Hamilton się nie wbił na podium, ale i tak za 18 dotarł na 4 miejsce.

Za tydzień GP Malezji, gdzie Kubica w zeszłym roku był na drugim miejscu. Mam nadzieję, że w tym roku gorzej nie wypadnie.