Wilczy Szaniec – co ja paczę?

Od dłuższego czasu chciałam pojechać zobaczyć na własne oczy Tajną Kwaterę Główną Adolfa Hitlera. Moja wiedza na jego temat była dość skromna – kiedyś trafiłam na jakiś materiał filmowy Bogusława Wołoszańskiego o Wilczyn Szańcu. I tyle (niestety w liceum nie wyrobiliśmy się z materiałem z historii i zakończyliśmy na 1939 r., wiedzę o tym co działo się później uzupełniam regularnie sama).

Do tej pory udało mi się zwiedzić sporo schronów będących atrakcją turystyczna, oznaczoną i udostępnioną do zwiedzania, m.in. w Helu czy w okolicach Węgierskiej Górki, lub nawet w Wyrach koło Tychów. Obiekty były w większości przypadków dostępne nieodpłatnie (chyba że znajduje się w nich ekspozycja, jak w Muzeum Obrony Wybrzeża), obiekty są podpisane, a często i opisane. Tablica z nazwą, typem, funkcją i innymi podstawowymi informacjami jest dla mnie czymś zupełnie oczywistym. Do obiektów na terenie Wilczego Szańca nie ma wstępu, szczególnie że wiele z nich zostało wysadzonych, więc szkic lub rzut budynku nie byłby tu głupim pomysłem.

Zwiedzając teren Wilczego Szańca, gdzie zapłaciliśmy 15 zł od głowy plus 5 zł za samochód, nie wiedzieliśmy nawet na co patrzymy. Na przeszło 20 obiektów opisane były 3 (np. Schron dla gości). Pozostałe są owszem ponumerowane – ale mapa z legendą była na tablicy przy parkingu. Z nadzieją wygrzebaliśmy ulotkę, którą dostaliśmy razem z paragonem za wstęp – mapa na niej była – jak dojechać do Wilczego Szańca…


Gdyby nie wystające pręty zbrojeniowe, to miało by się wrażenie, że to Błędne Skały

Padał deszcz, my z niemowlakiem w nosidle pod parasolem – nie mieliśmy już siły wracać do mapy, żeby sobie zrobić jej zdjęcie. Zresztą i tak w deszczu ciężko wpatrywać się w ekran aparatu czy tabletu. Przeszliśmy więc w 45 minut dłuższą trasę, podziwiając bloki z żelbetu oraz malowniczo powyginane zbrojenia wysadzonych obiektów. Trochę sytuację uratowała niewielka, ale przekazująca podstawowe informacje, wystawa w jednym z obiektów przygotowana przez Muzeum II Wojny Światowej.

Mikrowystawa przygotowana przez Muzeum II Wojny Światowej

Jest możliwość przejścia trasy z przewodnikiem – opcja dodatkowo płatna. Można samemu wysokczyć z większej sumy lub poczekać aż uzbiera się więcej osób i pójść grupą. 50 zł (dla grupy 1-10) dla naszej dorosłej dwójki, to jednak sporo. Czekanie w deszczu z niemowlakiem na uzbieranie się grupy nie wchodziło w grę. Ponadto z przewodnikiem w grupie idzie się raczej wolno, co przy panującej aurze pogodowej z Małoletnim w nosidle nie było wskazane. Chociaż może gdybyśmy wiedzieli, jak przygotowana jest ekspozycja, to może jednak byśmy wzięli tego przewodnika…

Na obronę obecnego zarządcy (Lasy Państwowe) – jest on nim niedługo. Mam nadzieję, że jakieś prace nad przygotowaniem ekspozycji trwają. I jak wrócimy tam za kilka lat, to już będziemy wiedzieli na co patrzymy. Albo niech zatrudnią przewodników i niech będzie on w cenie biletu.

A tymczasem idę poczytać trochę na temat Wolfsschanze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *